Kategoria: Felietony Page 1 of 7

Radiant Citadel – part IV – Shadow of the sun

Kontynuujemy podróż przez Promienną Cytadelę. Tym razem zatrzymam się na dłużej i cały wpis poświęcę na „Shadow of the sun”. To na razie zdecydowanie najlepsza przygoda z tego tomu. Ma jednak rzecz, która niepomiernie mnie irytuje i dlatego posłuży za przyczynek do rozważań o epreżkach, zmianach klimatu i technikach protestu.

Imladris/Polcon 2022

Dziękuje wszystkim, przez których wyjazd na Imladris – Krakowskie Weekendy z Fantastyką był tak niesamowitym doświadczeniem. Zagrałem świetną sesję, posłuchałem ciekawych prelek i nawet poszedłem siać ferment na radę i forum fandomu. Spotkałem dawno niewidzianych znajomych i poznałem nowe osoby. Nie będę nawet próbować wymieniać wszystkich spotkanych w krakowie miłych ludzi, było was tak dużo.

Zwłaszcza wielką radość sprawił mi dział programowy, który dał mi okazję pogadać o czymś innym niż erpeżki. Miałem prelekcję „25 fantastycznych książek, o których mogliście nie słyszeć, a które warto przeczytać”, chyba się udała, bo nikt nie uciekł w trakcie 🙂. Wrzucam link do prezentacji, bo wiem, że parę osób o nią pytało.

To była doskonała impreza.

Persona non grata

Obejrzycie sobie, jak w Russia Today prezentuje się pewien pisarz fantastyki (link wiadomo gdzie).

Jedną z pierwszych książek SF, którą przeczytałem był zbiór radzieckich opowiadań „Wynalazca wieczności”. Czuje przynależność do fandomu. I chociaż częściej działam w jego erpegowej części, to ta literacka też jest mi bardzo bliska.

Cy_borg

Artpunkowe gry Stockholm Kartell są tekstami kultury nieco bardziej niż klasyczny erpreżek o chodzeniu po lochach. Dzisiaj będę pisał o Cy_borgu (Christian Sahlen/Johan Nohr). Powiedzmy jednak wprost — nie będzie to klasyczna recenzja, raczej felieton osnuty wokół gry. Jeżeli chcecie poczytać o tym, dlaczego warto stłuc neonowe światła, o przejęciu środków komputacji i o tym, dlaczego staroszkolnej granie nieźle oddaje cyberpunkowy schyłkowy kapitalizm, to zapraszam. No i oczywiście będzie też coś o grze.

Anatomia Turnieju DnD

Koncepcja

Z okazji otwarcia nowej siedziby Avangardy organizowałem ostatnio LOOT-a (Lochów Odkrywania Otwarty Turniej) – czyli turniej DnD 5e. Były to zawody w starym stylu, drużyny wchodziły do tego samego lochu, miały 4 godziny na jego eksplorację, wygrywała ta która wyniosła z niego najwięcej punktów. Dostałem potem parę pytań o szczegóły przedsięwzięcia, postanowiłem więc zebrać wszystko w jednym wpisie.

Zrobiliśmy zina

Zrobiliśmy zina.

Pracowałem przy nim ze wspaniałymi ludźmi. Razem wyprodukowaliśmy pierwszy numer czasopisma pełnego dobroci. W środku jest samo gęste – przydatne materiały do różnych gier. Żadnych esejów o użyciu stroboskopu czy erpegowych celebrytów zdradzających sposoby na wielokrotną immersję.

Fantastyka jest podróżą do lepszego świata

Nie dlatego, że czytając ją, możemy pędzić kosmicznym myśliwcem przez purpurowe niebo nad planetą inteligentnych kazuarów, czy razem z bohaterką tratować sandałami złote trony tyranów Hyperborei. Fantastyka jest podróżą do lepszego świata dlatego, że jak żadna inna literatura dotyka świata, który widzicie za oknem i naszej relacji z nim. Pomaga czynić go lepszym.

Siła fantastyki nie bierze się z eskapizmu. Choć możliwość oderwania się od codziennych problemów jest jej piękną i ważną częścią. Czasem każdy potrzebuje oddechu i perspektywy – a moja ulubiona literatura dostarcza go nawet lepiej niż Stardew Valley.

W sercu Fantastyki leży pytanie: Co gdyby? Co stanie się, gdy będziemy mogli sięgnąć gwiazd? Co by się stało ze społeczeństwem, gdyby magia istniała, co gdyby obok nas żyły wampiry i wilkołaki? Tego typu pytania i lepsze lub gorsze próby odpowiedzi na nie budują gmach fantastyki.

Ok, ale czemu mielibyście czytać o ludziach robiących piu, piu z laserka, czy półnagich barbarzyńskich mięśniakach? Chociaż zabrzmi to paradoksalnie, postawię tezę, że fantastyka pisze o rzeczach bliższych współczesnemu odbiorcy niż literatura głównego nurtu, o wielkiej literaturze znanej ze szkoły nie wspominając. Co bowiem ty siedząca na widowni osobo masz wspólnego z bohaterami Braci Karamazow? Dzieli was 140 lat i tysiące kilometrów, żyjecie w zupełnie innej kulturze. To, co zostanie po odrzuceniu rzeczy, które się zdezaktualizowały to ogólne mądrości o naturze lucka godne Paula Coelho.

Tu wchodzi pierwsza z książek, którą chciałbym wam polecić. „Mały brat” Corego Doctorowa. Jej sercem jest technologia — i to przerażająco aktualna. W świecie książki rząd stanów zjednoczonych po zamachu terrorystycznym wprowadza szeroką inwigilację obywateli. Szukając kolejnych terrorystów, ogranicza wolność i prywatność zwykłych ludzi. Książka opowiada o grupie nastolatków posługujących się technikami kryptograficznymi i open sourcowym oprogramowaniem do organizacji mini ruchu oporu i obrony prywatności. W świecie Post-pegasusa i korporacji, które odzierają nas z prywatności dla paru centów zysku, jest straszliwie niebezpiecznie aktualna.

Ponoć, żeby napisać dobre science fiction, wystarczy wymyślić nowa technologia i zastanowić się kto będzie przez nią nieszczęśliwy. Doctorow jak Juliusz Verne opisuje technologie na granicy dostępności, ale pokazuje nie tylko tych, których unieszczęśliwiają, ale też tych, z których robią bohaterów.

Science fiction patrzy w przód – w przyszłość i dlatego jest aktualne. Pozostaje wierne maksymie Czerwonej Królowej z Alicji w krainie czarów – trzeba biec cały czas do przodu, żeby stać w miejscu. Za pierwsza powieść science fiction uznaje się Frankensteina Mary Shelley. Napisana w tle startującej rewolucji przemysłowej, kiedy świat zaczął zmieniać się tak szybko, że przestały nam wystarczać powtarzane od pokoleń przypowieści i baśnie. Potrzebowaliśmy nowych historii ostrzegających o rzeczach, które dopiero nadejdą.

Rola Fantastyki, a zwłaszcza science fiction nie jest jednak przewidywanie przyszłości. Ray Bradbury – autor Kronik marsjańskich powiedział: „Nie zajmuje się przewidywaniem przyszłości, a zapobieganiem im”. Harry Harrison nie pisał o zielonej pożywce, dlatego że przewidywał, że niedługo będziemy żywić się przetworzonymi ludzkimi zwłokami. Pisał, bo chciał temu zapobiec.

I tu dochodzimy do drugiej polecajki. „Calculating stars” Mary Robinette Kowal, to książka o programie kosmicznym w nieco alternatywnym świecie. Meteoryt, który spadł na ziemię w latach 50, rozpoczyna cykl zmian w naszej atmosferze. Te sprawiają, że niedługo ziemia przestanie nadawać się do zamieszkania (znajome?). Rozpoczyna się przyspieszony plan podboju kosmosu, żeby choć część ludzi przetrwała katastrofalne zmiany klimatu na ziemi. To nie ostrzeżenie jednak stanowi o sile tej książki, lecz bohaterowie. Główną postacią jest kobieta, która zaczyna od obsługi komputerów (poczytajcie sobie o początkach informatyki, kto obsługiwał pierwsze IBM-y) z pragnieniem zostania astronautką. Bohaterka jest postacią z krwi i kości, z wadami i problemami, jest ludzka. Taka, z którą możemy się utożsamiać.

Nie ma tu też prostego techno optymizmu – wręcz przeciwnie autorka ciągle przypomina nam, że sam rozwój technologiczny nie wystarczy bez towarzyszących mu zmian społecznych. Nasza bohaterka ciągle ściera się z konserwatywnym społeczeństwem elit USA lat 60. Te starcia i jej walka z uprzedzeniami nie są tak odległe, jak mogłoby się wydawać.

OK, ale to wszystko piu, piu z laserka. A w jaki sposób Ci półnadzy barbarzyńcy są mi bliscy, czyli co z Fantasy?

Literatura fantasy taka, jaka wyrasta z prozy Tolkiena i z przygód Conana barbarzyńcy patrzy raczej w głąb niż w przyszłość. Ze swadą i śmiałością, której próżno szukać w głównym nurcie rozkłada na czynniki pierwsze i składa na nowo mity i legendy tkwiące u podstaw naszej kultury. Dekonstruuje je, pokazując ich nowe strony i pozwalając na nie spojrzeć z nieznanej wcześniej perspektywy.

Weźmy takiego „Szninkla”. To zamknięta komiksowa historia Van Hamma i Rosińskiego. Biblijna w swoich źródłach, lecz fantastyczna w formie. Opowiada historię Szninkla (taki pseudo hobbit) imieniem J’on, przypadkowo wybranego przez boga i obwołanego wybrańcem, zbawicielem swojego ludu. Tylko po to, by po krótkiej próbie zmiany świata miał umrzeć ukrzyżowany na monolicie rodem z odysei kosmicznej. Autorzy przestawiają biblijno-religijne klocki historii Hioba, Chrystusa, ale i czysto fantastyczne tropy Froda i Bilba. Jak każdy dobry tekst kultury ten komiks można interpretować na wielu płaszczyznach i zostawi nas z większą ilością pytań niż odpowiedzi.

Jeszcze do niedawna fantasy było strasznie europocentryczne, teraz na szczęście dochodzą do tego nowe źródła historii, bijące poza światem białego człowieka i pokazujące nam jeszcze więcej nowych wspaniałych punktów widzenia. Afrofuturyzm wstawił nogę w drzwi a teraz dziesiątki powieści i opowiadań etnofantasy pokazują jak zmiana punktu widzenia, otwiera nam nowe możliwości interpretacji znanych historii.

Kiedy pytałem znajomych o to, jakie książki poleciliby początkującym, od razu pojawił się Lovecraft. Tytan kosmicznego horroru, twórca Mitów Ktulu. Pomyślałem, jednak że zamiast niego lepiej polecę wam książkę „Mexican Gothic”, Silvii Moreno-Garcii. To też kosmiczny horror najwyżej próby, ale pisany z unikatowej postkolonialnej perspektywy. Główna bohaterka nie dość, że mierzy się ze złem sprzed eonów, to jeszcze patrzy na to przez pryzmat pytań o władzę, rasizm i pozycję społeczną kobiet w społeczeństwie. Wszystko w gęstym sosie gotyckiej powieści. Serio, zamiast czytać Zew Cthulhu, przeczytajcie tę książkę.

Fantasy potrafi nas zabrać tam, gdzie chciałby iść postmodernizm, ale nie ma odwagi. John Campbell w Bohaterze o 1000 twarzy wskazywał na podobieństwa między mitami różnych kultur, na to, że w wielu historiach bohater powtarza tą samą drogą, obojętnie czy jest Gilgameszem, Harry Potterem czy Lukiem Skywalkerem. W swojej esencji można je nazwać powieściami o zmianie i dorastaniu. Bilbo wracający z podróży nie jest tym samym hobbitem, który w nią wyruszył. Zmienił się i dorósł.

Pewno większość z was grała w produkcje CD projektu albo widziała kawałek serialu. Gorąco was jednak zachęcam do przeczytania Wiedźmina, a zwłaszcza opowiadań. To jest fascynująca historia, o zmianie i dorastaniu głównego bohatera, o tym, jak podróż zmienia jego priorytety i przekonania o sobie. Ponadto wbrew przekonaniu różnych słowianofilów świat wiedźmina pełnymi garściami czerpie z anglosaskich legend, kontynentalnych baśni i wrzuca w to wszystko typowo polskiego bohatera. Przeczytajcie Ostatnie życzenie, bo nie dość, że proza Sapkowskiego jest najwyższej próby to historie, które opowiada, wciąż poruszają.

Fantasy jak żadna inna literatura pozwala nam poznać i przetrawić bagaż kulturowy, który ze sobą niesiemy. Opowiada o herosach i ich drodze. Pozwala zrozumieć, jak dorastamy.

Jak już wspomniałem, science fiction nie przewiduje przyszłości, czasem jednak trafia zaskakująco blisko, Nadświetlny napęd znany ze Star Treka jest w tej chwili przedmiotem rozważań fizyków teoretycznych. Czasem też jest po prostu pasem transmisyjnym miedzy nauka a publiką Post-scarcity economy czy uniwersalny dochód podstawowy to pojęcia, które do w miarę powszechnego dyskursu trafiły całkiem niedawno, tymczasem w książkach KSR czy Webera można było je znaleźć dawno temu.

Jeżeli chodzi o zachwyt nad technologią i nauką, mało kto dorównuje Andy Weirowi. Przeczytajcie „Projekt Hail Mary”. To mniej znana od Marsjanina historia, ale chyba od niego lepsza. Opowiada o misji ratowania świata, o tym, jak wahadłem mierzyć grawitację i o potędze ewolucji. Jego techno optymizm bywa naiwny, ale głębokie przekonanie, że nie półbóg, nie wybraniec losu, nie superbohater z niesamowitymi mocami, a zwykły człowiek wyposażony w potęgę ludzkiej wiedzy może zostać bohaterem, jest fundamentalne dla SF.

Fantastyka pozwala lepiej zrozumieć, kim jesteśmy. Stawiając raz po raz pytanie: „co byłoby, gdyby”, odkrywa przed nami nowe i nieznane możliwości. Powstała, kiedy dorośliśmy i zrozumieliśmy, że nie możemy dalej uczyć się na błędach naszych matek i ojców, bo świat zmienia się zbyt szybko. Wczorajsze ostrzeżenia i przypowieści są dziś nieaktualne.

Ludzie, którzy stworzyli „Mad Maxa” czy „Kantyczke dla Leibowitza” nie przewidywali nuklearnej zagłady, starali się jej zapobiec. Historie, które opowiada fantastyka, są odwrotnością samospełniającej się przepowiedni z tragedii Edypa. Dzięki temu, że je opowiadamy, mamy szansę uniknąć losu, który opisują. Historie fantastyczne pozwalają nam wejść na scenę teatru, zastrzelić (piu, piu z laserka) wyrocznie i z odwagą Conana barbarzyńcy pójść skopać tyłki bogom, którzy próbowali zgotować Edypowi nieunikniony los.

Dlatego Fantastyka to podróż do lepszego świata.

Zdjęcie: Castelviator

Estetyka i spójność

Kiedyś byłem zwolennikiem ścisłego trzymania się estetycznej i stylistycznej spójności na sesjach. Jak fantasy to smukłe elfy i brodate krasnoludy. Jak Sci-fi to piu piu z laserka jak młotek to smród i kanały. Jeszcze dawniej miałem głębokie rozkminy, że to wszystko powinno być strasznie wewnętrznie spójne i snułem długie rozważania o ekologi lochów. 

Dlaczego o tym piszę? Ostatnio zagrałem sesję, na której grasował Banderzwierz, Kamienne trolle wygrzewały się w ogniskach, a BG badali grobowiec świętego Jerzego i ścierali się z jego króliczymi strażnikami, aha i jeszcze w tle był pakt z diabłem Borutą. Niczego nie żałuje. Przełamywanie konwencji i klejenie lore-u w locie na srebrną taśmę dało mi mnóstwo zabawy.

Strych wyobraźni

Nie wiem jak wy, ale ja pracuje zazwyczaj nad kilkoma projektami erpegowymi na raz. Oczywiście z różną intensywnością. Smutny efekt tego jest taki, że część z nich naturalnie obumiera. Bo mam nowe lepsze pomysły, bo zmienia się sytuacja, bo tracę zapał. Pomyślałem, że zrobie podsumowanie projektów, do których raczej już nie wrócę, a które zalegają na moim mentalnym strychu jako ten wyrzut sumienia. Może kogoś to zaciekawi albo pożyczy sobie z tego jakiś fragment.

Pociąg z hajpem

„Zaginione Światy” się wycofały, „Amalgam” utonął, a „ARC” walczy o życie. Złote czasy, kiedy fundowało się cokolwiek, wrzucone na wspieram.to ewidentnie się skończyły. Dzisiaj jednak chciałbym napisać o innym aspekcie zbiórek, który ma znaczenie, nawet kiedy te się udają.

Chodzi mi o zjawisko separacji hajpu/promocji od produktu.

Page 1 of 7

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén