Lost Cause
Cory Doctorow

To jest powieść o walce z katastrofą klimatyczna z elementami solarpunka. Rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości, w Kalifornijskim miasteczku. Do miasta zmierza karawana imigrantów, a w samym mieście ścierają się dwie wizje przyszłości, zwolennicy green new dealu i konserwatyści spod znaku MAGA. Pośród tego jest bohater, który zostaje świadkiem zamachu na szkolną farmę paneli słonecznych.

Uwielbiam głównego bohatera — Doctorow, pisząc go, czerpał z najlepszych tradycji SF. To młody chłopak stojący na progu dorosłości, everyman, który chce robić coś wyjątkowego. Czujemy tę potrzebę zmiany, młodzieńczy bunt, chęć naprawy świata, razem z nim zachłystujemy się możliwościami i razem z nim przeżywamy, kiedy świat pokazuje mu faka.

Muszę przyznać, że są momenty, w których akcja jest trochę niewolnikiem infodumpów. Rozumiem, że niektórym sytuacja, w której na randce przy kolacji para rozmawia o tym, jak naprawić świat i społeczeństwo może się niektórym wydawać niezręczna. Ja na takich randkach byłem i dlatego to mi zupełnie nie przeszkadza.

Czy „Lost Cause” jest idealistyczne? Jak najbardziej. Czy miejscami bywa trochę naiwne? — oczywiście. Czy potrzebujemy takich książek? Entuzjastycznie odpowiem tak! Jeżeli jednak jesteś osobą, która potrzebuje w książkach grimdarku, przemocy, cierpienia i hiperrealizmu trzymaj się od tego z daleka.

SF pozwala nam spojrzeć na inaczej zbudowane społeczeństwa, żeby łatwiej zauważyć pewne rzeczy w naszym. Jeżeli jednak chcesz zobaczyć wizję, jak inaczej możemy budować świat, jak inaczej się organizować, jeżeli chcesz złapać odrobinę optymizmu w nawale depresji klimatycznej, to „Lost Cause” jest dla ciebie.