Autor: Kurczak Page 1 of 19

Zabić smoka

Dzisiaj dla odmiany coś bardzo krótkiego, jednokartkowa broszurka o tytule „Zabić smoka”. Jej autorem jest Wojciech Rosiński — ubiegłoroczny zwycięzca Konkursu Quentin oraz twórca kanału Ogniem i mieczem +3. Z założenia jest to materiał dla totalnie początkujących. Królestwu zagraża straszliwy smok, gracze wcielają się w drużynę awanturników wysłaną przez króla z misją zdradzenia gada i ocalenia świata.

Mystery – starter

To super, że polskie gry coraz częściej dają nam darmowe startery. Mniej super, że wydawcy publikują je, dopiero kiedy zbiórka się ufunduje, zamiast w momencie startu (albo jeszcze lepiej przed). Ponieważ jednak udało mi się go przeczytać przed końcem akcji – zapraszam do recenzji Mystery RPG autorstwa Wojciecha Wons.

Mystery to gra na silniku PbtA od wydawnictwa Hengal. Udostępniony starter jest z tych większych (56 stron). W grze wcielamy się w powracające do nieżycia istoty. Budzimy się w specjalnych kaplicach, w których ktoś kopsa nas w miasto i daje questa do zrobienia. Teoretycznie mamy też do rozwiązania zagadkę dotyczącą naszego własnego losu i tego, czemu wciąż rzeczywistość nasz wskrzesza.

Fantastyka jest podróżą do lepszego świata

Nie dlatego, że czytając ją, możemy pędzić kosmicznym myśliwcem przez purpurowe niebo nad planetą inteligentnych kazuarów, czy razem z bohaterką tratować sandałami złote trony tyranów Hyperborei. Fantastyka jest podróżą do lepszego świata dlatego, że jak żadna inna literatura dotyka świata, który widzicie za oknem i naszej relacji z nim. Pomaga czynić go lepszym.

Siła fantastyki nie bierze się z eskapizmu. Choć możliwość oderwania się od codziennych problemów jest jej piękną i ważną częścią. Czasem każdy potrzebuje oddechu i perspektywy – a moja ulubiona literatura dostarcza go nawet lepiej niż Stardew Valley.

W sercu Fantastyki leży pytanie: Co gdyby? Co stanie się, gdy będziemy mogli sięgnąć gwiazd? Co by się stało ze społeczeństwem, gdyby magia istniała, co gdyby obok nas żyły wampiry i wilkołaki? Tego typu pytania i lepsze lub gorsze próby odpowiedzi na nie budują gmach fantastyki.

Ok, ale czemu mielibyście czytać o ludziach robiących piu, piu z laserka, czy półnagich barbarzyńskich mięśniakach? Chociaż zabrzmi to paradoksalnie, postawię tezę, że fantastyka pisze o rzeczach bliższych współczesnemu odbiorcy niż literatura głównego nurtu, o wielkiej literaturze znanej ze szkoły nie wspominając. Co bowiem ty siedząca na widowni osobo masz wspólnego z bohaterami Braci Karamazow? Dzieli was 140 lat i tysiące kilometrów, żyjecie w zupełnie innej kulturze. To, co zostanie po odrzuceniu rzeczy, które się zdezaktualizowały to ogólne mądrości o naturze lucka godne Paula Coelho.

Tu wchodzi pierwsza z książek, którą chciałbym wam polecić. „Mały brat” Corego Doctorowa. Jej sercem jest technologia — i to przerażająco aktualna. W świecie książki rząd stanów zjednoczonych po zamachu terrorystycznym wprowadza szeroką inwigilację obywateli. Szukając kolejnych terrorystów, ogranicza wolność i prywatność zwykłych ludzi. Książka opowiada o grupie nastolatków posługujących się technikami kryptograficznymi i open sourcowym oprogramowaniem do organizacji mini ruchu oporu i obrony prywatności. W świecie Post-pegasusa i korporacji, które odzierają nas z prywatności dla paru centów zysku, jest straszliwie niebezpiecznie aktualna.

Ponoć, żeby napisać dobre science fiction, wystarczy wymyślić nowa technologia i zastanowić się kto będzie przez nią nieszczęśliwy. Doctorow jak Juliusz Verne opisuje technologie na granicy dostępności, ale pokazuje nie tylko tych, których unieszczęśliwiają, ale też tych, z których robią bohaterów.

Science fiction patrzy w przód – w przyszłość i dlatego jest aktualne. Pozostaje wierne maksymie Czerwonej Królowej z Alicji w krainie czarów – trzeba biec cały czas do przodu, żeby stać w miejscu. Za pierwsza powieść science fiction uznaje się Frankensteina Mary Shelley. Napisana w tle startującej rewolucji przemysłowej, kiedy świat zaczął zmieniać się tak szybko, że przestały nam wystarczać powtarzane od pokoleń przypowieści i baśnie. Potrzebowaliśmy nowych historii ostrzegających o rzeczach, które dopiero nadejdą.

Rola Fantastyki, a zwłaszcza science fiction nie jest jednak przewidywanie przyszłości. Ray Bradbury – autor Kronik marsjańskich powiedział: „Nie zajmuje się przewidywaniem przyszłości, a zapobieganiem im”. Harry Harrison nie pisał o zielonej pożywce, dlatego że przewidywał, że niedługo będziemy żywić się przetworzonymi ludzkimi zwłokami. Pisał, bo chciał temu zapobiec.

I tu dochodzimy do drugiej polecajki. „Calculating stars” Mary Robinette Kowal, to książka o programie kosmicznym w nieco alternatywnym świecie. Meteoryt, który spadł na ziemię w latach 50, rozpoczyna cykl zmian w naszej atmosferze. Te sprawiają, że niedługo ziemia przestanie nadawać się do zamieszkania (znajome?). Rozpoczyna się przyspieszony plan podboju kosmosu, żeby choć część ludzi przetrwała katastrofalne zmiany klimatu na ziemi. To nie ostrzeżenie jednak stanowi o sile tej książki, lecz bohaterowie. Główną postacią jest kobieta, która zaczyna od obsługi komputerów (poczytajcie sobie o początkach informatyki, kto obsługiwał pierwsze IBM-y) z pragnieniem zostania astronautką. Bohaterka jest postacią z krwi i kości, z wadami i problemami, jest ludzka. Taka, z którą możemy się utożsamiać.

Nie ma tu też prostego techno optymizmu – wręcz przeciwnie autorka ciągle przypomina nam, że sam rozwój technologiczny nie wystarczy bez towarzyszących mu zmian społecznych. Nasza bohaterka ciągle ściera się z konserwatywnym społeczeństwem elit USA lat 60. Te starcia i jej walka z uprzedzeniami nie są tak odległe, jak mogłoby się wydawać.

OK, ale to wszystko piu, piu z laserka. A w jaki sposób Ci półnadzy barbarzyńcy są mi bliscy, czyli co z Fantasy?

Literatura fantasy taka, jaka wyrasta z prozy Tolkiena i z przygód Conana barbarzyńcy patrzy raczej w głąb niż w przyszłość. Ze swadą i śmiałością, której próżno szukać w głównym nurcie rozkłada na czynniki pierwsze i składa na nowo mity i legendy tkwiące u podstaw naszej kultury. Dekonstruuje je, pokazując ich nowe strony i pozwalając na nie spojrzeć z nieznanej wcześniej perspektywy.

Weźmy takiego „Szninkla”. To zamknięta komiksowa historia Van Hamma i Rosińskiego. Biblijna w swoich źródłach, lecz fantastyczna w formie. Opowiada historię Szninkla (taki pseudo hobbit) imieniem J’on, przypadkowo wybranego przez boga i obwołanego wybrańcem, zbawicielem swojego ludu. Tylko po to, by po krótkiej próbie zmiany świata miał umrzeć ukrzyżowany na monolicie rodem z odysei kosmicznej. Autorzy przestawiają biblijno-religijne klocki historii Hioba, Chrystusa, ale i czysto fantastyczne tropy Froda i Bilba. Jak każdy dobry tekst kultury ten komiks można interpretować na wielu płaszczyznach i zostawi nas z większą ilością pytań niż odpowiedzi.

Jeszcze do niedawna fantasy było strasznie europocentryczne, teraz na szczęście dochodzą do tego nowe źródła historii, bijące poza światem białego człowieka i pokazujące nam jeszcze więcej nowych wspaniałych punktów widzenia. Afrofuturyzm wstawił nogę w drzwi a teraz dziesiątki powieści i opowiadań etnofantasy pokazują jak zmiana punktu widzenia, otwiera nam nowe możliwości interpretacji znanych historii.

Kiedy pytałem znajomych o to, jakie książki poleciliby początkującym, od razu pojawił się Lovecraft. Tytan kosmicznego horroru, twórca Mitów Ktulu. Pomyślałem, jednak że zamiast niego lepiej polecę wam książkę „Mexican Gothic”, Silvii Moreno-Garcii. To też kosmiczny horror najwyżej próby, ale pisany z unikatowej postkolonialnej perspektywy. Główna bohaterka nie dość, że mierzy się ze złem sprzed eonów, to jeszcze patrzy na to przez pryzmat pytań o władzę, rasizm i pozycję społeczną kobiet w społeczeństwie. Wszystko w gęstym sosie gotyckiej powieści. Serio, zamiast czytać Zew Cthulhu, przeczytajcie tę książkę.

Fantasy potrafi nas zabrać tam, gdzie chciałby iść postmodernizm, ale nie ma odwagi. John Campbell w Bohaterze o 1000 twarzy wskazywał na podobieństwa między mitami różnych kultur, na to, że w wielu historiach bohater powtarza tą samą drogą, obojętnie czy jest Gilgameszem, Harry Potterem czy Lukiem Skywalkerem. W swojej esencji można je nazwać powieściami o zmianie i dorastaniu. Bilbo wracający z podróży nie jest tym samym hobbitem, który w nią wyruszył. Zmienił się i dorósł.

Pewno większość z was grała w produkcje CD projektu albo widziała kawałek serialu. Gorąco was jednak zachęcam do przeczytania Wiedźmina, a zwłaszcza opowiadań. To jest fascynująca historia, o zmianie i dorastaniu głównego bohatera, o tym, jak podróż zmienia jego priorytety i przekonania o sobie. Ponadto wbrew przekonaniu różnych słowianofilów świat wiedźmina pełnymi garściami czerpie z anglosaskich legend, kontynentalnych baśni i wrzuca w to wszystko typowo polskiego bohatera. Przeczytajcie Ostatnie życzenie, bo nie dość, że proza Sapkowskiego jest najwyższej próby to historie, które opowiada, wciąż poruszają.

Fantasy jak żadna inna literatura pozwala nam poznać i przetrawić bagaż kulturowy, który ze sobą niesiemy. Opowiada o herosach i ich drodze. Pozwala zrozumieć, jak dorastamy.

Jak już wspomniałem, science fiction nie przewiduje przyszłości, czasem jednak trafia zaskakująco blisko, Nadświetlny napęd znany ze Star Treka jest w tej chwili przedmiotem rozważań fizyków teoretycznych. Czasem też jest po prostu pasem transmisyjnym miedzy nauka a publiką Post-scarcity economy czy uniwersalny dochód podstawowy to pojęcia, które do w miarę powszechnego dyskursu trafiły całkiem niedawno, tymczasem w książkach KSR czy Webera można było je znaleźć dawno temu.

Jeżeli chodzi o zachwyt nad technologią i nauką, mało kto dorównuje Andy Weirowi. Przeczytajcie „Projekt Hail Mary”. To mniej znana od Marsjanina historia, ale chyba od niego lepsza. Opowiada o misji ratowania świata, o tym, jak wahadłem mierzyć grawitację i o potędze ewolucji. Jego techno optymizm bywa naiwny, ale głębokie przekonanie, że nie półbóg, nie wybraniec losu, nie superbohater z niesamowitymi mocami, a zwykły człowiek wyposażony w potęgę ludzkiej wiedzy może zostać bohaterem, jest fundamentalne dla SF.

Fantastyka pozwala lepiej zrozumieć, kim jesteśmy. Stawiając raz po raz pytanie: „co byłoby, gdyby”, odkrywa przed nami nowe i nieznane możliwości. Powstała, kiedy dorośliśmy i zrozumieliśmy, że nie możemy dalej uczyć się na błędach naszych matek i ojców, bo świat zmienia się zbyt szybko. Wczorajsze ostrzeżenia i przypowieści są dziś nieaktualne.

Ludzie, którzy stworzyli „Mad Maxa” czy „Kantyczke dla Leibowitza” nie przewidywali nuklearnej zagłady, starali się jej zapobiec. Historie, które opowiada fantastyka, są odwrotnością samospełniającej się przepowiedni z tragedii Edypa. Dzięki temu, że je opowiadamy, mamy szansę uniknąć losu, który opisują. Historie fantastyczne pozwalają nam wejść na scenę teatru, zastrzelić (piu, piu z laserka) wyrocznie i z odwagą Conana barbarzyńcy pójść skopać tyłki bogom, którzy próbowali zgotować Edypowi nieunikniony los.

Dlatego Fantastyka to podróż do lepszego świata.

Zdjęcie: Castelviator

Carmilla

Bardzo dawno nie było tutaj Ktulu. Czas więc nadrobić. Dzisiaj krótka recenzja „Carmilli” – scenariusza, który ukazał się w serii Zgrozy. Autorką jest Merry znana m.in. Graj kolektyw i Konkurs Quentin. Publikacja jest rozwinięciem jej wcześniejszego tekstu „Zgrozy gotyckie” – ta budowała podstawy tego, jak łączyć mity ktulu z klasycznymi gotyckimi powieściami, „Carmilla” wciela je w życie.

Rzecz dzieje się w Anglii latarni gazowych (1890). Bohaterowie wcielają się w grupę krewnych przybyłych na otwarcie testamentu po zmarłym krewnym. Czy można zacząć bardziej klasycznie? :). Potem rzecz jasna okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje, a historia ma drugie i trzecie dno. Nie dajmy się jednak zwieść pozornej sztampowości. Scenariusz bardzo dobrze buduje scenę, na którą wrzuca graczy, tworząc naprawdę ciekawą przestrzeń dla ich działań.

Mamy tu szalonych naukowców, wampiry, zemstę, miłość i parę innych motywów gotujących się w kotle wiejskiej posiadłości. Kotle, który tylko czeka, żeby wybuchnąć. Bardzo podoba mi się motyw z „fałszywym podejrzanym” – o ile normalnie takie zagrywki są dość ryzykowne, to jak się okazuje zrobienie z tego jednego z głównych motywów całkiem nieźle się broni. Przy okazji podbija wiktoriański motyw potwora drzemiącego w każdym z nas.

Ze scenariuszami mocno inspirowanymi tekstami kultury zawsze jest ryzyko że gracze nie znający oryginału (a powiedzmy sobie szczerze Carmilla le Fanu to dziś raczej mało czytany tekst), bedą z niego czerpąć taką sama przyjemnosć jak doskonale znająca go autorka. Scenariusz “Carmilla” niestety na początku nam tego nie ułatwia. Autorka nie streszcza oryginału a jedynie wylicza modyfikacje* które wprowadziła do historii dziejącej się przed przybyciem na scenę BG. Na szczęście przygoda jest napisana w na tyle przejrzysty sposób, a informacje przekazywane graczom bardzo klarownie że znajomość oryginału nie powinna im przeszkadzać.

Scenariusz korzysta z dodatkowych opcjonalnych zasad ze zgróz gotyckich. Przenoszą one punkt ciężkości bardziej na bohaterów ze świata i interakcji z nim. Dostajemy też propozycje postaci z silnymi wątkami osobistymi dopasowanymi do przygody. Fajnie, ale z kolei znacznie trudniej będzie wpleść ten scenariusz w waszą kampanię. To zdecydowanie materiał na jednostrzał.

Najsłabiej wypada warstwa odkrywania tajemnicy, tak popularnego w ktulaczach śledztwa. Źródło informacji jest tu w zasadzie jedno i to takie, które lubi infodumpować. Ciężar sesji jest ewidentnie przesunięty ze zbierania informacji, na pytanie, co BG z nimi zrobią.

Jeżeli macie ochotę strzelać się istotami z innych wymiarów albo rozwiązywać ciekawe śledztwo, odkryć tajemnice to nie jest scenariusz dla was. Jeżeli natomiast chcecie odgrywać postacie, pograć emocjami stawiać waszym bohaterom dylematy i trudne pytania będziecie się tu dobrze bawić.

(*) Mam tu jeden problem. Autorka nie zaznaczając, że to jej autorska modyfikacja pisze, że ojcem Laury jest Generał Spielsdorf. Tymczasem Generał w książce był sąsiadem i przyjacielem rodziny, który niedawno stracił córkę w podobnych okolicznościach.

Estetyka i spójność

Kiedyś byłem zwolennikiem ścisłego trzymania się estetycznej i stylistycznej spójności na sesjach. Jak fantasy to smukłe elfy i brodate krasnoludy. Jak Sci-fi to piu piu z laserka jak młotek to smród i kanały. Jeszcze dawniej miałem głębokie rozkminy, że to wszystko powinno być strasznie wewnętrznie spójne i snułem długie rozważania o ekologi lochów. 

Dlaczego o tym piszę? Ostatnio zagrałem sesję, na której grasował Banderzwierz, Kamienne trolle wygrzewały się w ogniskach, a BG badali grobowiec świętego Jerzego i ścierali się z jego króliczymi strażnikami, aha i jeszcze w tle był pakt z diabłem Borutą. Niczego nie żałuje. Przełamywanie konwencji i klejenie lore-u w locie na srebrną taśmę dało mi mnóstwo zabawy.

Smoczy Jeźdźcy – Rzut oka na starter

Dzisiaj będzie trochę przemyśleń o starterze Smoczych Jeźdźców od LM Publishing. Chociaż rozumiem, że to Skała jest ojcem tego projektu, to jako autorzy wymienione są chyba wszystkie osoby z grupy kreatywnej Lans Macabre. Zgodnie z tytułem jest to epickie fantasy, w którym wcielamy się w potężnych smoczych jeźdźców, którzy spleceni w starciu z tytanicznymi chimerami, decydują o losach świata. Krótko mówiąc, jest to Pacific Rim, tylko w stylistyce fantasy.

Primal Quest

Oglądaliście „Primal” Tartakovskiego? Jeżeli nie to natychmiast nadróbcie tą przepiękna animacje o dinożaurach, ludziach pierwotnych i dziwnym niebezpiecznym świecie. Dziś będzie bowiem o systemie, który pozwoli nam na rozgrywkę właśnie w takich klimatach. Na warsztat bierzemy „Primal Quest” stworzony przez Diogo Nogueire (ENNIE 2021 za Halls of the Blood King).

Księga sztormów

Już jest! Zgodnie z zapowiedziami wrzucam swoją pracę na tegoroczną edycję jamu #3po3
Przed wami Księga sztormów. Znajdziecie tu proste zasady podróży morskich. Są pomyślane tak, żeby były kompatybilne z 5e najpopularniejszej gry fabularnej. Bez większych problemów daje się je jednak zaadaptować innych dedekoidów czy osr-ów.

Materiał zawiera:

  • Przykładowy świat (36 hexów)
  • Opis nowych statków
  • Nowe proste zasady podróży morskich uwzględniające pogodę i zaopatrzenie
  • Generatory spotkań losowych, napotkanych statków, wysp i przeciwników
  • Generatory morskich questów, frachtów i komplikacji.

Prosty generator obscenicznych broszur

Uwaga zawiera cringe.

Na specjalne życzenie jednej z czytelniczek — Prosty generator obscenicznych broszur. Głowę daję, że manufaktury w Waterdeep rzucają na rynek fikoły dopasowane do kolorowego społeczeństwa Zapomnianych Krain, a w takim Ebberonie to już prasy pełną parą drukują odpowiedniki „Fanny Hill”.

Vorpal

Vorpal kolejny erpegowy materiał stworzony przez społeczność skupioną wokół fąpaża Fajerbol. Autor – Łukasz Kołodziej, tym razem zaserwował nam OSR-owy moduł, w zasadzie kompletny seting. To fantastyczny hexcrawl, który możemy ograć na wybranej przez siebie mechanice*.

To, co mnie ujmuje w Vorpalu to bardzo jasno i otwarcie zdefiniowane pryncypia: „Świat to bezkresna dzicz…” Nie widziałem chyba materiału, który tak dobrze wykłada swoją filozofię i twardo jej się trzyma. Dzięki temu jasno przekazuje graczom, o czym jest i daje im, to co obiecuje – eksploracje dziczy w poszukiwaniu skarbów.

Page 1 of 19

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén