Bioheist to przygoda do cyberpunka RED opublikowana przez Nowa Fantastyka. Redakcjo! Super, że to robicie i fajnie, że dzięki wam erpeżki są znów na papierze i wychodzą poza bańkę. Niestety mam wrażenie, że moje i wasze gusta, jeżeli chodzi o scenariusze, różnią się nieco. Spoilery rotowane.

Bohaterowie mają za zadanie dostać się do poddanego kwarantannie budynku korporacji i wyciągnąć z niego McGuffina, znaczy, ważną panią naukowiec. Co ciekawsze korpo zamiast cyborgów produkowało biologiczne „chimery” więc będziemy strzelać do dziwnych stworzeń zamiast blaszaków.

Do dyspozycji mamy zupełnie spoczko postacie. Plastycznie opisane i żywe. Każdy może dostać swojego tajnego side-questa, czasem sprzecznego z główną misją. Indywidualne zadania odpalą się dopiero w ostatniej scenie, co ma swoje zalety (nie rozwali nam drużyny) i wady (przez większość gry nie mają one znaczenia).
Klimatycznym elementem są ramki z opisami bio-hybryd produkowanych przez korporacje, z oraz fragmenty firmowej korespondencji – co z tego skoro raczej nie będzie okazji ich graczom zaprezentować.

Przygoda rozwija się według dość prostego schematu: potwór => wskazówka => potwór => wskazówka i tak aż do bossa levelu. Xgóelz wrfg, póż mn avrfcbqmvnaxn, mohagbjnan fmghpman vagryvtrapwn, hcybnqbjnan j pvnłb ovbgrpubjrtb fzbxn. Jest to więc typowy loch, przez który niestety prowadzi tylko jedna droga. Scenariusz często stawia graczom niewidzialne mury.. Budynek jest pozbawiony okien, żeby BG nie przyszło do głowy pójść gdzie indziej, niż autorzy zaplanowali. W środku są drzwi, których po prostu nie da się otworzyć, żeby nie skrócić sobie drogi.

Świat, w którym się to dzieje, wydaje mi się mocno pretekstowy, przypomina wnętrze gry komputerowej (mam mocne skojarzenia z serią Shadowrun: Returns). Fikcja jest zamrożona do czasu kiedy nie pojawią się w niej BG – wtedy NPC zaczynają zbiegać po schodach, próbując uciec. Ludzie uprzejmie czekają zabarykadowani w kafeterii (czy nikt z nich nie miał komórki, nie dzwonił po pomoc?), żeby przekazać graczom informacje. Umierająca informatyczka ostatnim wysiłkiem przekazuje im plot itema.
Po prostu nie kupuje tego świata. Bohaterowie graczy wydają się tu nie mieć nic do roboty poza parciem do przodu i zalewaniem przeciwników ołowiem. Nie ma żadnej decyzji, którą mogą podjąć. Ich sprawczość i możliwość interakcji ze światem wydaje się bardzo mocno ograniczona. To, co w grze komputerowej jest akceptowalne, tutaj drażni sztucznością.

Mam też problem z tym, jak traktowana jest technologia i sieć. W zasadzie to tylko dekoracja, scenografia, która można by minimalnym wysiłkiem podmienić na high fantasy czy dzikie pola. Co z tego, że po biurach stoją komputery, skoro BG po zalogowaniu dostaną, z nich jedną wiadomość (czemu akurat tą? Nie ma to sensu w świecie gry.), po czym zostaną natychmiast wylogowani – bez rzutów obronnych. Korporacyjna sieć nie działa jak automat z napojami.

Czy można doskonale się bawić na sesji według złego scenariusza? Oczywiście, jestem pewien że sesja na podstawie której powstał była świetna. Można też celować do tarcz tyłem i z zawiązanymi oczami, ale po co? Dlatego, mimo iż ktoś na pewno będzie świetnie się bawił, grając tę przygodę, ja nie mogę jej z czystym sumieniem polecić.

Zdjęcie: Ethan Zhan – Pixabay