Nie będę dzisiaj pisał, czym jest MÖRK BORG. Pojawiło się u nas ostatnio parę fajnych recenzji i nie widzę powodu, żeby się powtarzać. Mroczni Szwedzi dotarli do nas późno, ale za to z wykopem. Jeżeli macie ochotę na dogłębne zbadanie tematu, ogarnijcie recenzję RPGowa Alchemia, albo nieco bardziej zwięzłą Lokiego z ekipy Fajerbol (lub załączoną w komciu videorecke Boodzika)

Dla porządku: Mörk Bork to OSR będący listem miłosnym do Death metalu. Prosty i dobrze działający system o eksploracji lochów w świecie, przy którym jesienna gawęda to wakacyjny kurort. Nadciąga apokalipsa, rzeczki płyną popiołem, w zrujnowanych pałacach rządzą kulty kanibali, a nekropolię drżą od powstających nieumarłych. Gramy w okładce płyty Iron Maiden ze wzmacniaczem podkręconym „up to 11”.

Kiedy kupiłem tę grę, po pierwsze zachwyciłem się tym, jak jest wydana. Ujęły mnie też bardzo lekkie i przemyślane zasady. Mój jednym problem był taki, że nie wiedziałem, czy to jest na serio, czy raczej to rodzaj autoparodii. Prawo Poego w pełnym rozkwicie przyszło i rozsiadło się na moim regale z książkami. Zwłaszcza że autorytety nie dają jasnej odpowiedzi, Michał Dzidt szpilö twierdzi, że nie da się w to grać zupełnie serio i proposuje lochy o smażeniu jajecznicy. Loki traktuje to jako poważny OSR, a Jaxa trochę unika tematu.

Poprowadziłem, bawiłem się świetnie i stwierdzam: Mörk Bork to system w moim odczuciu głęboko post ironiczny. Pozwala udawać, że gramy w to dla beki, jesteśmy mroczni metalowi i z makijażem na Kruka, pod tą fasadą parodii kryje się twarde jądro doskonałej gry zupełnie na serio. „Ha, ha, only serious”. Grając w niego, jesteśmy niczym BKŚ, która udaje, że ogląda Klan wyłącznie ironicznie i dla zabawy, a nawet nie zauważyła, że jej się to podoba.

Co z tego? Ano to żeby balansując na krawędzi między parodią braniem rzeczy na poważnie, możemy sobie pozwolić na znacznie więcej. Gdyby ktoś połowę makabrycznych motywów, którymi Mörk Bork ocieka, próbował upchnąć w ktulu, kulcie czy świecie mroku nazwałbym go smętnym edżlordem. Ponieważ jednak tutaj cały czas nie wiemy, jak dalece robimy to serio, a jak dalece się wydurniamy, możemy pozwolić sobie na więcej. Hulaj dusza, piekła nie ma. A zabawa jest przednia. Aczkolwiek brakuje mi w podręczniku choćby akapitu o BHS.

Skandynawskie wyprawy do lochów rozwiały moje wątpliwości. Nie mówię, że moje podejście jest jedyne słuszne. Po prostu, do mnie trafia takie spojrzenie na tę grę. Rzućcie na nią okiem i sprawdźcie, bo niezależnie z którego punktu na nią spojrzycie, jest szansa, że wam się spodoba. To po prostu dobra (i piękna) gra.

Dodam tutaj, że chyba największa zasługi w stworzeniu klimatu Mork Borg ma projekt graficzny autorstwa Johana Nohr-a. To jak wygląda podręcznik i materiały dodatkowe to jest przejaw geniuszu. Jeżeli się uda, napiszę o tym oddzielny post.