Puste sieci to przygoda Marka Izraelskiego do 5. edycji DnD. Marek wcześniej wydał zbiór mapek do wykorzystania z trylogią Powrót Czarnoksiężnika, ale scenariuszowo to chyba debiut. Przygoda wydana jest pod patronatem OniOniGry i dostępna na Dmsguild za 2 dolary.

To niewielka przygoda obracająca się wokół smoków (wielkie gady zawsze na propsie). Nasi awanturnicy mają wyjaśnić, czemu nagle połowy ryb przestają się udawać. Intryga, chociaż prosta ma ciekawe wyjaśnienie. Mamy nawet niewielki, bo niewielki, ale jednak plot twist.

Autor z dużym pietyzmem buduje klimat nadmorskiego miasteczka, mamy tabele plotek, konkursy szant, czerwone śledzie w postaci legendy o młynku. Duży plus za stworzenie bogatego żywego tła dla przygody.

Pewną sztampowość i umowność — mamy dla was questa w karczmie — nie przeszkadza. Zgrzytają za to niektóre rozwiązania już w obrębie właściwej akcji. Przykładem niech będzie to, że jeżeli spróbujemy przez skały przepłynąć łódką i prawie na pewno wpadamy do wody i się topimy, a jeżeli od początku ruszymy wpław, to mamy bardzo duże szanse, że nam się uda.

Zdecydowanie na plus idą bardzo ładne mapki lokalizacji, w których odbywają się starcia. Są ciekawe nie tylko wizualnie, ale też, jeżeli chodzi o projekt przestrzeni do walki. Jedynie zęby zgrzytają, widząc pionowe rozciągnięcie jednej z mapek wstawionej do podręcznika. Są też tokeny do wykorzystania na rollu, widać, że przyjmuje się to jako nowy standard.

Zazwyczaj nie zwracam na to uwagi, ale jeśli ja potrafię zobaczyć literówki, to znaczy, że są one konkretne. Zwłaszcza ta ze smoczym stekiem jest dość epicka. Tekstowi przydałaby się większa dbałość językowa na poziomie redakcji/korekty.

„Puste sieci” to bardzo porządne przystawki i średnie danie główne (skoro już weszliśmy w skojarzenia kulinarne). Pewne poboczne pomysły są naprawdę świetne – np. magiczny żagiel. A dbałość o tło i płótno, na którym tkana jest przygoda bardzo wysoka. Niestety z samego rdzenia zostają nam dwie walki i trochę negocjacji. Nieco za mało. Smuci także że bohaterowie w sumie nie mają jak wykonać powierzonego im przez miasteczko zadania – zasolenie wody minie samo i nijak tu się wykazać.

Pewnym problem jest też cena 2 dolary. To obiektywnie tyle, ile za tą przygodę powinno się zapłacić. Problem w tym, że materiały Enca czy Janka są niewiele droższe a zdecydowanie lepsze – co chyba oznacza, że są za tanie :).

Mimo iż „Pustych sieci” raczej nie poprowadzę, to bardzo chętnie zobaczę następne materiały autora. Widzę tu świetne pomysły i duży potencjał. Mam nadzieje, że przy odrobinie pracy i opieki redakcyjnej zobaczymy wiele dobrych materiałów.

Ilustracja: Peggy und Marco Lachmann-Anke, Pixabay