Mówiąc delikatnie Candlekeep Mysteries nie zebrało najlepszych recenzji. Dla zainteresowanych szczegółami: Kuba z fąpażu Będzie grane zrobił u siebie krótkie omówienie każdej z tych przygód — polecam. Stosunkowo łatwo byłoby przeprowadzić miażdżącą krytykę tej publikacji, zwłaszcza że nie mam na jej temat oryginalnej opinii. Zamiast więc kopać leżącego, postanowiłem napisać krótkie podsumowanie jej dobrych stron.

  1. Podoba mi się formułą krótkich przygód związanych wspólnym motywem. Chętnie zobaczyłbym więcej takich dodatków zamiast kolejnych kampanii kobył. Menu degustacyjne jest zazwyczaj dobrym pomysłem. 
  2. Co za tym idzie, bardzo podoba mi się, że przygody są krótkie. Równolegle przeglądałem Klątwę Strahda i większość z tych tekstów jest długości opisu jednego skrzydła zamku Ravenloft. Zawsze byłem fanem krótkich tekstów — zmuszają autora do skupienia się na tym, co najważniejsze. No, a jeżeli są złe, to przynajmniej szybko się kończą.  
  3. Jestem dziecięco zachwycony zmieniająca się scenerią. Jednym z często i raczej słusznie podnoszonych zarzutów wobec linii wydawniczej 5e jest „Co znowu Wybrzeże Mieczy” Candlekeep Mysteries zdają się pod to podpadać. Na szczęście poszczególne przygody zabierają nas do pustynnych oaz, na ośnieżone szczyty gór, do nadmorskich farm krabów i starożytnych grobowców.
  4. Parę przygód wydaje się całkiem porządnych, myślę, że mógłbym poprowadzić The Price of beauty, Candlekeep Dekonstruktion, The Canopic Being, Alkazaar’s Appendix. Gdzieniegdzie potrzebne będą pewno dobre zmiany, ale te teksty trzymają poziom. 
  5. Podobają mi się mapki. Ten rysunkowy styl pasuje mi znacznie bardziej niż plastyczno-realistyczny styl ze Strahda. Jest czytelnie i estetycznie zarazem. Jeżeli chodzi o design przestrzeni do toczenia walk to wydaje się w porządku, nic wspaniałego, ale i nie ma tragedii.
  6. Ilustracje są spoczko – zwłaszcza wizja latającej wieży nad Candlekeep i intensywne kolory z Alkazaar’s Appendix. Słabiej niestety wychodzą postacie. 
  7. Tam jest naprawdę sporo fajnych pomysłów, SPA prowadzone przez wiedźmy, wieżo-rakiety, Faerie uwięzione w książkach, punkty xero dla magicznych tomów, czy grzybo-druido-licze – te teksty są różnorodne, pełne niesamowitych pomysł i niestety w olbrzymiej większości spaprane.

Jednym z selling pointów tego dodatku była różnorodność środowisk, z jakich pochodzili autorzy. Moim zdaniem to zagrało akurat dobrze, bo różnorodność jest największą siłą tego dodatku. Mam tylko niejasne wrażenie, że wydawca trochę poszedł na łatwiznę, nie zapewniając twórcom odpowiedniego wsparcia redakcyjnego. 

Nie będę bronił Candlekeep. Jako całość to kiepska pozycja. Przygody to w większości sztampowe „idź i morduj aż do bosa levelu” a od liniowości aż bolą zęby. Jest tam parę fajnych pomysłów, ale giną w morzu bardzo słabej egzekucji. Przed rzuceniem na stos warto jednak wynotować z niej parę pomysłów.

Ilustracja: izoca/Pixabay