Nigdy nie obiecywałem, że na tym blogu nie będzie polityki. I bardzo dobrze, bo dzięki temu mogę opisać mini grę „Tax cuts & pixie dust” autorstwa Stephena Davey i Finna Lloyda. To drobiazg w typie jednostronnicówek Howita, który wpadł mi w oko w związku z wydarzeniami z końcówki zeszłego tygodnia. Sama gra jest nieco bardziej rozbudowana niż jedna strona (i wzbogacona o przepiękne ilustracje Rackhama), ale sam rdzeń zasad to właśnie jedna strona. Gra jest z założenia parodią parlamentaryzmu i polityki, jaką widzimy za naszym oknem.

Gracze wcielają się w członków jednej z partii politycznych w trakcie podczas wyborów do parlamentu. Plot twist polega na tym, że jest to parlament faerie, a my wcielamy się w gobliny, leprechauny i elfy próbujące przekonać mieszkańców magicznego lasy, żeby głosowały właśnie na nas. Żeby się to udało, musimy zajmować stanowiska w sprawach typu: „Syreny z tęczowej rzeczki domagają się zamknięcia szkoły magii”.

Wszystko to jest bardzo fajnie napisane, przystępnie wytłumaczone a człowiek śmieje się podczas czytania.

Każda z postaci ma jedną wróżkową moc, podejście (frontman porywający tłumy lub działacz prowadzący zakulisowe manipulacje), powód, dla którego warto na nią głosować i jeszcze skandal ukryty w szafie (ten ostatni projektujemy dla jednego z naszych kolegów).


Mechanika jest trywialnie prosta, zbieramy pule k6 w zależności od tego, jak nasze cechy pasują do sytuacji. Rzucamy, liczymy sukcesy na 5-6. W zależności od ich ilości dostajemy porażkę (0), sukces z konsekwencjami — pojawia się nowy problem (1), bądź pełny sukces (2+). Możemy dostać też dodatkowe kostki, jeżeli odwrócimy uwagę opinii publicznej poprzez przeciek informacji o jednym ze skandali.

Dostajemy też generator kampanijnych tematów. Jest niezły, ale mógłby być lepszy. Trochę za bardzo przypomina generator questów, a za mało tworzy rzeczywiste sprawy mogące podzielić wyborców i być tematem ostrej dyskusji.

Największą wadą gry jest zakończenie. Przydałaby się jakaś dobra mechanika do określenia zwycięstwa/przegranych. Chociaż zaproponowane głosowanie na pozycje w nowym dworze (ktoś zostaje monarchą, a innego wysyłamy na ambasadora w Mongolii) jest sympatyczne, to brakuje mu jakiegoś dramatyzmu, którego oczekiwałbym od finału.

Jeżeli lubicie zabawne jednostronnicówki i nie przeszkadza wam granie tematów blisko tego, co dzieje się dookoła nas — to może być propozycja dla was. W końcu niewiele gier pozwoli tak dobrze bawić się, robiąc reasumpcje albo kupując sobie mocno używanego byłego muzyka.

Ilustracja: Arthur Rackham – Domena Publiczna