Nie będę ukrywał, że orbital urzekł mnie ilustracją na okładce. Stonowane kolory, mnóstwo szczegółów i fajny styl namówiły mnie do złapania tego erpega autorstwa Jacka Harrisona. Dopiero przeglądając, zauważyłem, z gatunku bez mistrza gry. Nie powiem, żebym za nimi przepadał, ale za to tematyka — życie na neutralnej stacji kosmicznej w czasach wielkiej wojny trafiła mnie 10/10. Zwłaszcza że ostatnio powtarzałem sobie Babilon 5.

W Orbital wcielamy się w mieszkańców stacji kosmicznej. Nie byle jakich, gramy ważnymi dla jej wspólnoty postaciami, formalnymi bądź nie liderami społeczności. Wspólnie tworzymy stacje, wybieramy jej aspekty, Tworzymy zagrożenia, które na nią czyhają. Potem wrzucamy w to nasze postacie. Założenie jest takie, że choć różnią się one od siebie, mogą się wręcz nie znosić, to wszystkim im zależy w swój własny pokręcony sposób na dobru stacji jako całości. Nie ma tu więc mowy o drużynie w klasycznym tego słowa znaczeniu.

Rozgrywka jest bardzo mocno ustrukturyzowana. O dość sztywnych ramach prowadzących naszą historię. Gracze kolejne wykonują jeden z trzech rodzajów ruchów podpowiadanych nam przez playbooki. Słabe ruchy, które pakują naszą postać w problemy lub grają jej słabościami, są źródłem żetonów. Te z kolei możemy wydawać na mocne ruchy, które pozwalają naszym postaciom błyszczeć. Są też specjalne działania w stylu wabienia innych postaci czy badania opinii publicznej stacji. Całość opatrujemy klamrą – małym scenami z codziennego życia naszych postaci. Sesja kończy się, kiedy uda nam się pozbyć wszystkich zagrożeń czyhających na naszą stację.

Gra daje bardzo ciekawe narzędzia. Moim zdaniem są one jedna opisane zbyt słabo jak na stopień ich skomplikowania. Rozumiem, że dodatki typu dedykowany soundtrack są fajne, ale zamiast nich zdecydowanie wolałbym zobaczyć opisany przykład rozgrywki choćby mocno uproszczony. Zwłaszcza korzystanie z aspektów było dla mnie trudne do zrozumienia – po nowoczesnej grze spodziewałbym się bardziej przejrzystego formułowania zasad i lepszego ich opisywania. Mimo bardzo fajnych porad dla grających (BHS itd.), kładących nacisk na atmosferę i wspólnotę przy stole. Orbital nie jest moim skromnym zdaniem przeznaczony dla początkujących graczy.

Do gry dostajemy mnóstwo dodatkowego szpeju. Soundtrack, ze specjalnymi ścieżkami dopasowanymi do konkretnych przewidzianych przez mechanikę. Zestaw mini gier companionów. Itd. Wszystkie to bardzo ładne czytelne i estetycznie złożone, ale czy potrzebne?

Orbital troszkę mnie rozczarował, chociaż to chyba wina tego, że zbyt dużo się po nim spodziewałem. Jeżeli często gracie w GM-lessowe i je lubicie, to będzie bardzo fajna pozycja do waszej kolekcji. Jeśli tak jak ja traktuje je raczej jako ciekawostkę, to nie wiem, czy przekona ona was, żeby grać w nie więcej. Mam wrażenie, że to bardzo dobra gra, ale raczej nie będzie to twój gateway drug do świata gier bez MG.