Pociąg z hajpem

„Zaginione Światy” się wycofały, „Amalgam” utonął, a „ARC” walczy o życie. Złote czasy, kiedy fundowało się cokolwiek, wrzucone na wspieram.to ewidentnie się skończyły. Dzisiaj jednak chciałbym napisać o innym aspekcie zbiórek, który ma znaczenie, nawet kiedy te się udają.

Chodzi mi o zjawisko separacji hajpu/promocji od produktu.

Załóżmy, że w modelu tradycyjnym promujemy film albo grę. Zanim trafi na rynek, robimy wszystko, żeby rozpędzić pociąg hajpu. Chcemy, żeby o naszym produkcie wszyscy mówili, i wzajemnie nakręcali faktor „chcij to”. Kumulacja następuje w momencie premiery i w efekcie klienci biorą urlop na parę dni, żeby ograć nowy tytuł lub zawalają nockę bingewatchując.

Kiedy robimy zbiórkę, szczyt hajpu przychodzi na moment jej rozpoczęcia. To wtedy chcemy mieć największy ruch i szybko przykleić sobie znaczek „ufundowano w 24h”. Jest jeszcze podbicie w ostatnich dniach zbiórki. Potem już wielomiesięczny sen zimowy aż do wysyłki podręczników, gdzie już zamieszanie jest nieporównywalnie mniejsze.

Dostałem niedawno „The one ring”, który wsparłem jakiś rok temu. Teraz prowadzę dwie kampanie, a jednostrzały poumawiane mam do maja. Będę szczęśliwy, jeżeli pierścień uda mi się ograć przed wakacjami. Od momentu, kiedy ufundowała się „Brancalonia”, mechanika 5e mi się nieco przejadła. Kiedy więc do dotrze, czeka ją długi pobyt w czyśćcu, zanim trafi na stół.

No dobrze, ale co z tego i czy to w sumie to, czy źle? 

Model zbiórkowy bardzo utrudnia nam weryfikację tego co dostajemy. Kiedy wyszedł Cyberpunk 2077 pociąg promocji w spektakularny sposób zderzył się ze ścianą. W bardzo wyraźny sposób zobaczyliśmy różnice między tym co nam obiecywano, a rzeczywistością. Kiedy obietnice od realizacji oddzielają miesiące, znacznie łatwiej zapominamy to co obiecywał nam wydawca. 

Z drugiej strony możliwość zapoznania się z produktem na chłodno, bez medialnej nagonki i joktocelebrytów którzy nagle pokochali jakiś system i będą ci go wciskać na 24/7 też jest pewną wartością :). Tyle że kiedy wyrobimy już sobie zdanie na spokojnie będzie za późno i nikogo nie będzie ono obchodzić. Dla nas może być to małe pocieszenie bo za produkt i tak zapłaciliśmy.

Na marginesie: chętnie poznałbym strukturę zysków, tzn. ile procent pochodzi z kickstartera a ile potem z normalnej sprzedaży. Mam jednak podejrzenie że jeżeli zbierasz na grę z krótką linią wydawniczą to możesz mieć w nosie, to co będzie po zbiórce. Zwłaszcza że większość dodatków sprzedaż w kolejnych progach. Jedną zbiórką załatwiasz więc cała linie i masz w nosie czy potem ktoś w to będzie grał. 

Dzięki odseparowaniu w czasie obietnicy, od realizacji wydawcom uchodzi na sucho znacznie więcej niż byśmy byli w stanie wybaczyć oglądając ten sam produkt na półce w księgarni. Zapominamy o ich obietnicach i ochoczo wskakujemy w kolejny pociąg łykając hajp jak młode pelikany.

Poprzedni

Loot the Plutes

Następne

DURF

3 komentarze

  1. Czas oczekiwania faktycznie trochę łagodzi nasze oczekiwania. Ja sam sporadycznie sprawdzam status zbiórki, czasem zapominając, że w jakiś wieczór 12 miesięcy temu coś tam wsparłem. Przez prawie dwa lata wspierałem wszystko co wychodziło, na nawet kupowałem 2 egzemplarze, żeby mieć jeden dla siebie a drugi wrzucić w konkurs. Dopiero zbiórka na jeden system, ocuciła mnie na tyle, że od tego czasu biorę co 2 czy nawet co 3 pojawiający się produkt. A fakt jest, że dostając coś po tych 12+ miesiącach czasem nie pamiętamy co tam konkretnie miało być.

    Co do hajpu, to dla mnie chyba tylko Zew odrobił lekcje. Bo tam cała sprzedaż przygotowana była z mega kopem. Ceny, które były mega okazyjne, masa klimatycznych gadżetów i co chwila właściwie coś nowego dodawanego już dla tych co wsparli bez opcji bardzo popularnej teraz „odblukujecie coś za co będziecie mogli sobie ekstra zapłacić”.

    Pozostałe zbiórki mające zebrane ponad 100 tys parły właściwie w gotowe grupy fanów. Ktoś chciał kupić Vampira, to kupował ale wątpię czy zachęcił się reklamą.

    Cyber faktycznie udowodnił, że można zarobić miliony na wydaniu czegoś co w 80% przypomina to co powinno. Dlatego takich sytuacji będzie jeszcze więcej.

    Link do mojej analizy zbiórki Zewu, ile z tego miliona to były podręczniki a ile ołówki. Ciekawe czy moje wnioski są jeszcze aktualne 😉
    https://youtu.be/wTWGrv6hq6A

  2. A.

    Myślę, że problemy tegorocznych erpegowych zbiórek wynikają z czegoś innego niz przesycenie rynku i ocknięcie z hajpu: polski ład, szalejąca inflacja, wojna na Ukrainie, a także to, że w tym roku w pewnym momencie było aż 5 zbiórek na raz.

    Co do samego „hajpu” w dużej mierze się zgadzam z tezami, chociaż w dużej mierze odnoszą się one autorskich systemów. Trochę inaczej jest w przypadku polskich edycji istniejących już systemów – wówczas mniej więcej wiadomo się czego się spodziewać.

Skomentuj A. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén