Do naszego erpegowego fandomu doszła dyskusja o obrazach generowanych przez AI. Zaczęła Bohaterka Niezależna chwaląc decyzje Chaosium, Diabelskie wersety postawiły wybornego chochoła a Rebel z ogłasza konkurs na prompty do AI. Jako że spędzam życie na granicy RPG i grafiką to dorzucę swoje trzy grosze.

 To super, że dzięki takim narzędziom możemy stworzyć sobie portrety NPC-ów, lokacji, tokeny do stołów wirtualnych itd. Po prostu odpimpować wizualnie naszą sesję. Nikt (prawie) nie chce tego zakazać. Problemy zaczynają się, wtedy kiedy wychodzimy ze stołu i wchodzimy w biznes.

Przy niezależnym wydawaniu materiałów erpegowych ilustracje są największym kosztem. Oczywiście wielu twórców robi super rzeczy, korzystając z domeny publicznej, darmowych stocków itd., ale jeżeli chcemy mieć na ilustracji konkretna rzecz/scenę np. Wymyślony magiczny przedmiot przygotujmy się na konkretne wydatki. AI teoretycznie ten problem rozwiązują. Wykładasz parę dolarów, ćwiczysz się w pisaniu promptów i masz ilustracje do swojego modułu. Możesz go sprzedawać na itchu/DTRPG za parę dolarów i wreszcie masz szansę konkurować z twórcami o większym budżecie. Klienci dostają tanie i ładne1 PDF-y. Wszyscy mają udział w zyskach. No, tyle że nie. 

Nie boję się, że maszynowo nauczone algorytmy zabiorą pracę grafikom, tak jak Google translate nie zabrał pracy tłumaczom. W rozmowie o technologiach zbyt dużo mówimy o tym, co dane gizmo robi, a za mało komu to robi i dla kogo pracuje. Nieuregulowane korzystanie z AI będzie zmieniało balans ze strony niezależnych twórców na rzecz korporacji posiadających algorytm. 

Tego typu innowacje często wydają się przynosić powszechne korzyści. Koszty zazwyczaj przychodzą po czasie i płacimy je wszyscy, kiedy zyski zostają w kieszeniach korpo. Osiedlowe sklepiki zostały wycięte przez żabki (i niby fajnie, bo przynajmniej w nich nie śmierdzi), a wąsaci taksówkarze zastąpieni uberkiem. Niby wszyscy mają lepiej, a potem okazuje się, że uber jest taki tani i fajny głównie dlatego, że przepala pieniądze Saudyjczyków na walkę ze zrównoważonym i ekologicznym transportem oraz doskonale unika płacenia podatków.  Za tańszą podwózkę płacimy więc dwa razy — gotując się w zmianach klimatycznych i zwijając państwo. Jakie problemy wyjdą na jaw, kiedy Midjourney zarżnie sporą część konkurencji i zdominuje jakąś część rynku ilustracji? Nie wiemy jeszcze, ale patrząc na to, jak korporacje traktują prawa autorskie i kulturę mam jak najgorsze przeczucia.  

Programy AI mają za uszami poważny grzech założycielski. Do ich treningu było używane wszystko, co dostało się w cyfrowe macki algorytmu chodzącego po sieci. Prace, które lata temu wrzucałem Deviantarta, twoje zdjęcie z wakacji itd. Niezależnie od licencji, na której to było udostępnione. Wielu artystów czuje się po prostu okradzionych — cokolwiek by na ten temat nie mówiło prawo, które jak zwykle nie nadąża za technologią.  Dopiero od niedawna niektóre serwisy do dzielenia się sztuką pozwalają na opcję opt-out. Natomiast to, co wychodzi z silników AI, jest udostępniane na komercyjnych licencjach. Czyli w typowy dla późnego kapitalizmu sposób upubliczniamy koszty (szkolenie), a prywatyzujemy zyski.

Nie, to nie jest tak samo, jak z artystami, którzy uczą się, oglądając prace Tycjana, Beksińskiego, czy Johana Nohra. Ludzie nie uczą się rysować, kopiując jednocześnie obrazy Picassa i Rubensa, żeby na ich podstawie uśrednić, ile palców powinna mieć Venus. Maszynowo wytrenowany kalkulator może poprawnie odpowiedzieć na „ile jest 2+3”, ale już na pytanie o 2 × 2 odpowie, że siedem (jak pewna maszyna cyfrowa).  Neuronowe sieci to wciąż miliony małp, które bardzo szybko stukają w maszynę do pisania. Dzięki zabieraniu i dokładaniu im klawiszy i budowaniu reguł, na jakiej podstawie mogą je wciskać, są coraz bliżej napisania kopii Hamleta. To czy ten proces można nazwać uczeniem to temat na sympozjum z epistemologi/kognitywistyki, które raczej nie da jasnych odpowiedzi. Dlatego argument: „ale ludzie też uczą się podobnie” jest po prostu nadużyciem, zbyt słabym, żeby na jego podstawie wykorzystywać prace innych.

Maszynowe uczenie to jednak wciąż małpy – co widać, patrząc, jak doskonale powielają nasze uprzedzenia i nadają im pozory obiektywizmu: „Bo przecież algorytm nie ma uprzedzeń”. Stosowane gdzieniegdzie algorytmy mające pomóc w zwalczaniu przestępczości powielają rasistowskie biasy2 historycznych danych, na których się uczyły. Ai do generowania obrazów już teraz przejęły nasze seksistowskie uprzedzenia3. Dlatego do wszystkiego, co robią, powinniśmy podchodzić ostrożnie i tonować nasz entuzjazm. Bo za parę lat możemy się obudzić w świecie ze znacznie gorszą kulturą, będącą jeszcze bardziej na pasku korporacji.

Prawda jest taka, że raz wypuszczonego z butelki dżina da się do niej wepchnąć z powrotem. Pseudo AI do generowania obrazów i tekstów zostaną z nami na długo.  Nie ma co biegać i próbować zakazać. To, co możemy i powinniśmy robić to lobbować za stworzeniem takich regulacji prawnych i społecznych, które sprawią, że to narzędzie będzie nam pomagać, a nie spychać nas bardziej w stronę cybernetycznej dystopii. Może skoro sieci neuronowe tworzą content na podstawie prac „całej ludzkości”, to ich efekty powinny też do wspólnoty należeć i trafiać do domeny publicznej :)?

Żeby nie było, ten tekst nie ma na celu rzucanie kamieniami w ludzi, którzy wykorzystują AI w swoich erpegowych projektach. Też cierpię na niedobór grafik w rzeczach, które robię. Stoimy po tej samej stronie i chodzi o to, żebyśmy razem nie wylądowali w dupie.

1 mniej lub bardziej.

2 https://www.nytimes.com/2020/11/26/us/un-panel-technology-in-policing-can-reinforce-racial-bias.html

3 https://www.technologyreview.com/2022/12/12/1064751/the-viral-ai-avatar-app-lensa-undressed-me-without-my-consent/