Dzisiaj zajmiemy się kolejną nietypową dziwnostką zamiast uczciwym scenariuszem. Jak może zauważyliście po Quentinie mam pewien przesyt tychże i częściej trafiają tu recenzje innych rzeczy. Przed nami „Crystal of Storms” autorstwa Rhianny Pratchett. To jednoosobowy erpeg, czyli taka gra paragrafowa z mechaniką. Mamy tu możliwość eksploracji plota, podejmowania wyborów, walki z potworami, oraz musimy zarządzać naszymi zasobami. Najnowszy tom serii Fighting Fantasy, której pierwsze dwa wydało niedawno po polsku @foxgames.pl

W grze wcielamy się w funkcjonariuszkę powietrznej Straży. To organizacja zajmująca się utrzymaniem porządku na Pangarii – archipelagu latających wysp. Niestety wybuch w cytadeli unieszkodliwił wszystkich pozostałych strażników i teraz to ty musisz ocalić sytuację. Zacznijmy od tego, że przedstawiony świat jest doskonały! Latające wyspy, chmurkeły, smokodrzewa i sprytne gobliny w ich potężnych batyskafach – wszystko składa się na bogatą, pełnokrwistą arenę dla naszej rozgrywki. Z dużą dozą humoru.

Plot, który stoi przed nami jest ok. Musimy dowiedzieć się, co spowodowało wybuch jednej z wysp, i zapobiec eskalacji katastrofy. Rozgrywka podzielona jest na wyraźne akty podporządkowane konkretnym zadaniom (znajdź 3 elementy łodzi, przedostań się na następną wyspę itd.) W odbiorze przypomina to trochę klasyczne przygodówki LucasArts. Tak czy inaczej, przed nami wciągające śledztwo i sporo fajnej zabawy.

Nieco gorzej jest z zasadami. W zasadzie dotyczą głównie kolejnych walk, których stoczyć mamy całkiem sporo. Porównujemy rzut 2k6+stat nasz i potwora. Zwycięzca zadaje 2-3 obrażenia przeciwnikowi. Przy 10 hpekach i lekkiej przewadze gracza daje nam to jakieś 7 tur, czyli 14 rzutów na walkę. Których do ukończenia gry trzeba odbyć małe kilkadziesiąt. Za dużo, zwłaszcza że starcia nie wnoszą wiele do rozgrywki.

Z drugiej strony system zarządzania zasobami, pilnowania swojej staminy i zapasów (błagam boldujcie nazwy przedmiotów w następnych edycjach) działa fajnie. Generuje pewne napięcie i sprawia, że gra jest trudna w satysfakcjonujący sposób – zajęła mi 3 wieczory i tyleż postaci.

Część wyborów w grze wydaje się też pozbawiona szerszego kontekstu. Np.w podziemnych jaskiniach możemy, płynąc w lewo albo w prawo. Niestety nie mamy żadnych informacji, na podstawie których tę decyzję podjąć. W ¾ przygody jest też odnoga, która kończy się „I tu giną” bez żadnych rzutów obronnych. Szczerze mówiąc umieszczenie tego tak późno to wręcz zachęta do tego, żeby grający zignorował to i „wgrał save’a” zamiast podążać za grą.

„Crystal of storms” ma świetny świat, fajną historię i kulejącą mechanikę. Mnie zapewnił parę wieczorów dobrej zabawy i troszkę zgrzytania zębami. Czy sięgnę po inne tomu z tej serii? Nie wykluczam. Teraz na horyzoncie jednoosobowego grania polecony mi Ironsworn.