Budzicie się. Nie wiecie, co się dzieje, ani gdzie jesteście. Obstawiam, że znacząco część czytających ten tekst grała kiedyś sesje, która zaczynała się mniej więcej tak. Do tych erpegowych tradycji nawiązuje „Prawo robotów”, czyli scenariusz Kamila Młodzikowskiego z fąpaża KaSetka.

Gracze wcielają się tu w trzy roboty obudzone na skutek awarii zasilania. Ich pierwszym impulsem jest tę awarię usunąć, a potem wyjaśnić co się stało. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się pomysł grania robotami. Inspiracje rozciągają się od „Cyberiady” Lema do „Miłość, śmierć i roboty” Netflixa.

Chciałbym zagrać robotem i muszę przyznać, że scenariusz daje do tego porządne narzędzia. Dostajemy szyte na miarę zestawy sztuczek do wyboru, wydają się sensownie przygotowane. Mamy też do specjalne rozdziały z poradami dla graczy i MG.

Scenariusz poważnie traktuje mechanikę. Wszystkie wyzwania, które może napotkać drużyna, są bardzo dokładnie opisane, pod kątem stopnia trudności i ewentualnych modyfikatorów. Chciałbym, żeby wiele komercyjnie wydanych scenariuszy tak to załatwiało.

Nastrój tej przygody, oscyluje od poważnego, twardego SF z niemalże transhumanistycznymi wątkami do komedii spod znaku „dzielny mały toster”. Ciężko byłoby mi utrzymać na sesji taką rozpiętość nastrojów. Niemniej jednak efekt może być ciekawy.

Teraz moja główna wątpliwość, czy też raczej pytanie. Uczciwie mówiąc, nie mam dostatecznie dużo doświadczenia z Fate-em, żeby to ocenić. Mamy tutaj przygodę opartą w dużej mierze na odkrywaniu tego, co się stało. Świat, który poznają nasze roboty, jest opisany bardzo konkretnie i dokładnie. Wydaje mi się, że zbyt dokładnie, by gracze mogli w kreatywny sposób używać punktów losu, żeby wzbogacać go o szczegóły mające znaczenie fabularne, a nie tylko ozdobne. Jeżeli się mylę, proszę, niech bardziej doświadczeni mnie poprawią.

Z kronikarskiego obowiązku pochylę się nad paroma pytaniami. Dlaczego pistolet w lodówce? Jak karta magnetyczne pozwala przedostać się do bunkra, skoro nie ma drzwi, tylko gruba szyba. Czy to, że tylko jeden robot ma kamerę, to znaczy, że reszta jest ślepa?

Od scenariusza, który nazywa się „Prawo robotów”, spodziewałem się silniejszych nawiązań do Asimova. Jakiegoś starcia zbudowanego wokół tych praw i ich przestrzegania. Konfliktu interesów, który podkręci ogień pod przygodą. Trochę mi tego zabrakło.

To dobrze, że oprócz krzepnącego rynku komercyjnego, powstają darmowe niezłe przygody na otwartych licencjach. I chociaż do „Prawa robotów” znalazłem parę zarzutów, to z czekam na więcej! A wszystkim fanom Fate-a polecam!