Na grę w „Mutant: Elysium” umówiliśmy się ze znajomymi z Avangarda jeszcze przed pandemią. Wyszło, że to pierwsza kampania, która gram online, a że rzecz jest ciekawa nie tylko z tego powodu, czytajcie.

„Mutant: Elysium” to niezależny dodatek do Mutant Year Zero i kampania w jednym. Rozgrywa się w tytułowym – miastobunkrze, w którym przetrwały resztki cywilizacji. Rządzą nim cztery rywalizujące ze sobą arystokratyczne rody. Wszystko w estetycznej diesel punkowej stylówie.

Rozgrywka dzieje się na dwóch poziomach. Na strategiczno-gamistycznym kierujemy rodem w walce o wpływy w poszczególnych dzielnicach oraz podkładamy sobie świnie i sabotażystów. A to podrzucimy plagę do dzielnicy konkurenta, a to porwiemy mu celebrytę…
W warstwie erpegowo-narracyjnej wcielamy się w Judicatorów -– takie skrzyżowanie sędziego i detektywa z dystopijnej przyszłości. Po jednym z każdego rodu tworzy patrol, który jeździ rozwiązywać sprawy, które tworzymy w części strategicznej.

To wyścig do dna. Podpalamy i gasimy pożary, ale robimy to zbyt wolno i czeka nas ostateczne zwycięstwo entropii. Tak przynajmniej wydaje się na tę chwilę (jesteśmy dopiero po 3 sesjach).

Nasze postacie dość szybko lądują po przeciwnych stronach barykady. Nie dość, że należą do skonfliktowanych domów, to jeszcze podczas tworzenia postaci wybierają relacje ze NPCami które bardzo ładnie budują trójkąty. Np. Moja postać lubi X, Postać Henia X-a nie znosi. W drugiej misji X zostaje porwany. Jak zareagujemy?

Questy, na które jeżdżą bohaterowie, są raczej pretekstowe. Nie spodziewajcie się skomplikowanych wielowątkowych śledztw albo błyskotliwych taktycznych operacji. Jednak to, że mają oni sprzeczne interesy, a zadania często dotyczą osób im bliskich, nakręca i tak gęstą atmosferę. Bardzo ładnie gra też relacjami między postaciami.

Mechanika to YZE, w nieco bardziej crunchowej wersji niż ta, którą znałem z Coriolisa. Zwykłe testy idą bardzo płynnie, ale już konflikty wymagają nieco buchalterii i obycia od graczy.

Nie wiem jak dalece to wpływ grania online, ale część gamistyczna zajmuje nam dużo czasu. Zanim ustalimy, które wydarzenia dzieją się gdzie, zagłosujemy na patrol leadera, ustalimy jak udały się poprzednie misje, innym zespołom mija połowa sesji. Osobiście też tęsknie do wyraźniejszych wskazówek na temat tego ile wie moja postać. Czy mój Judicator wie, że to jego dom spuścił plagę, której tajemnice właśnie rozwiązujemy?

Elysium: zapowiada się na razie bardzo ciekawie. Zawieszone gdzieś w połowie między mainstreamową grą a indiasem, całkiem nieźle czerpie z dziedzictwa obu. Na razie jest dobrze, zobaczymy jak się skończy.

Zdjęcie: Ilustracja z gry.