W weekend odwiedziłem Czas na Przygodę i testowałem „The Watch”. To militarno-feministyczny system z rodziny PbTA.
O co tutaj chodzi? W olbrzymim skrócie na nasz lud napadł Cień. Cień potrafi odbierać ludziom rozum, popychać ich do zbrodni i przeciągać na swoją stronę – a najbardziej podatni na jego złowrogi wpływ są mężczyźni. Do obrony granic ustanowiono więc nową formację. Gracze wcielają się w członkinie tytułowej straży – bez wyjątku kobiety i osoby niebinarne.
Pierwsza sesja w dany system, zwłaszcza prowadzona w formule konwentowej rządzi się swoimi prawami. Bardziej niż prawdziwą rozgrywkę przypomina rozpoznanie walką, w którym MG i gracze testują nowe możliwości i sprawdzają „z czym to się je”. To normalne, że zdarzy się pomylić jakieś zasady, czy o czymś zapomnieć. Trochę musimy się z tym liczyć, rzucając się na nowości.
Czy system dowozi to, co obiecuje? I tak i nie. Gra składa się z misji i przerw pomiędzy nimi, gdzie odtwarzamy życie obozowo-towarzyskie naszego oddziału. Te drugie działają super, mechanika prowadzi nas od jednej emocjonującej sceny do drugiej. Fajnie gra emocjami i potrafi kreatywnie wykorzystywać relację między postaciami. W tych momentach gra lśni.
Zdecydowanie gorzej poszły nam misje. Rozegraliśmy ją poprzez serię rzutów, do których potem dopisuje się narrację. Brakowało mi tu napięcia, a i timing był mało satysfakcjonujący.
Po sesji na spokojnie przejrzałem podręcznik. Fakt faktem, że bardzo mocno poszkapiliśmy zasady. Właściwe rozegranie rozwiązałyby część problemów z timingiem i napięciem. Wydają mi się za to bardzo mocno oddające sterowanie postaciami w ręce MG. Do poziomu, który u mojej drużyny wywołałby zdecydowany sprzeciw.
Mechanika jest mocno nastawiona na kampanię. Mam wrażenie, że nawet mocniej niż w innych PbtA, których próbowałem. Wiele mechanizmów po prostu nie było przystosowane do jednostrzału.
Bardzo mi się spodobało granie „kompanią sióstr”. Takie militarne klimaty od dawna chodziły mi po głowie. Z tym większą nadzieją czekam na okazję do zapoznania się z nadchodzącym Band of Blades.
To było ciekawe doświadczenie. Ze starcia z systemem wynieśliśmy kilka naprawdę wyśmienitych scen. Raczej nie wrócę do niego na dłużej, ale fajnie było spojrzeć na nietypowy system. Ja przynajmniej bardzo dobrze się bawiłem.
Zdjęcie: Walter Crane, Britomart – domena publiczna
Dodaj komentarz