Wspieram RPGirls jak mogę, czyli udostępniam łamy Kołka fantastycznym dziewczynom. Dzisiaj Caryca, znana z Avangarda i Czas na Przygodę przychodzi do nas z recenzją mini gry. Oddajmy jej głos:

Opowiem wam dziś historię, jakiej jeszcze nie słyszeliście, o dzielnych bohaterach, władających niewyobrażalną magią, którzy podróżują po świecie, walcząc ze złem. O herosach, którzy za nic mając własne bezpieczeństwo, zjawiają się wszędzie tam, gdzie magiczne kataklizmy naruszają spokój… I są zdecydowanie zbyt seksowni, by odpowiadać przed kimkolwiek za przypadkowe zniszczenia wynikłe przy ratowaniu świata*.

Uwielbiam jednostronicówki Granta Howitta. Są jak cukierki – proste, smaczne, do schrupania w każdej chwili i w różnych smakach. Niby można się nimi przejeść, niby nie każdy lubi słodycze, no i może ciężko na nich przeżyć przez dłuższy czas, ale czy jest ktoś, kto nie lubi od czasu do czasu zjeść sobie dropsa?

„Sexy Battle Wizards” jest moją ulubioną howittówką. Z prostej i szybkiej mechaniki można sporo wyciągnąć. Zasady wspierają szaloną improwizację, a otwarte realia i terminy pozwalają drużynie na budowanie własnych, fantastycznych settingów. Gramy w końcu seksownymi magami bojowymi i ratujemy świat – ale jak wygląda ten świat i jak dalece będziemy go ratować, a na ile poprawiać fryzurę, to już nasza decyzja.

Mechanika jest trywialnie prosta i opiera się na pulach K6, którymi rzucamy i sprawdzamy najwyższy wynik. Są też brudne sukcesy (tak, ale…) i zbieranie stresu. Kiedy ten osiągnie wartość krytyczną, wybuchamy niczym fajerwerki i respawnujemy się Kaplicy Wieków na Uniwersytecie.

Podejrzewam, że da się grać w SBW w miarę na poważnie, bez wspinania się na wyżyny absurdu i galopującej głupawki. Nie wiem, nigdy nie próbowałam. Ta gra wymaga jednak pewnych ustaleń w sprawie BHS (bezpieczeństwo i higiena sesji). Przede wszystkim, warto na starcie określić, jak wyobrażamy sobie tę seksowną część gry. Niektóre drużyny zdecydują się na sensualizm, inne pójdą w kamp; jedni wybiorą lateks i niebotyczne obcasy, drudzy mankiety i rozpięty kołnierzyk. Pamiętajmy – SBW ma być lekkie i przyjemne. Bawimy się wszyscy razem, a przerysowana seksualność stanowi element przede wszystkim komiczny. Chyba. Ratunku, właśnie wyobraziłam sobie ten system jako grę erotyczną i z wrażenia dostałam czkawki.

Czy to gra dla wszystkich? Chciałabym napisać, że tak, ale… No nie. Aspekt gamistyczny jest tu żaden, poczucie humoru jest specyficzne i do kampanii się to nie nadaje. Rzecz jasna, malkontenci stwierdzą, że to nie jest prawdziwy RPG – nie ma mapki taktycznej i 600 stron tabelek. Nie znaleziono też cierpienia, mrok i trudnych spraw. Wyjmijcie kij z tyłka, bo nasze hobby wiele oblicz ma, a to akurat jest bardzo sympatyczne i przyjazne.

Czy warto? Moim zdaniem tak, zwłaszcza że system ma niski próg wejścia – zapoznanie i rozegranie sesji da się załatwić w 2-3 godziny, więc co nam szkodzi? Gra jest prosta, działa, śmiga i nie wywala błędów. To też całkiem dobry pomysł do zaczęcia przygody z grami Howitta – SBW jest humorystyczna i w jego stylu, ale nie jedzie po bandzie jak niektóre inne tytuły.

  • chociaż różne organy chciałyby ich do tej odpowiedzialności pociągnąć.