#quentin2019 5/17

(Uwaga, post zawiera spoilery – chcesz zagrać nie czytaj)

O rany! Jaki to jest doskonały pomysł na scenariusz! W dolinie były dwa miasteczka żyjące obok siebie. Ci wyznający Motyla wymordowali swoich sąsiadów wierzących w Ćmę. Teraz po latach fundujemy społeczności „Pokłosie”. Dodatkowo Motyl i Ćma to jedno i to samo bóstwo bawiące się z ludźmi. A to wszystko jest tylko tłem dla dziejących się aktualnie intryg, akcji i romansów.

Dodatkowo autor w śmiałym zabiegu postanowił poprowadzić ten napędzany plotem i postaciami scenariusz na dedeczkach! I wiecie co? To działa! Walki nie są tylko pretekstowym przerywnikiem od fabuły ani na odwrót. Wszystko ładnie się tutaj zazębia i dopełnia.

To, co jest największą zaletą tego tekstu, jest też przyczynkiem do jego zguby. Jest on przeładowany ilością wątków i pobocznych questów, których wykonanie odpala kolejne questy. Na miejscu autora wziąłbym każdy element tego scenariusza i oglądając zadawał sobie pytanie: „czy jest on konieczny do działania opowieści?”. Jeżeli nie to z krwawiącym sercem bym go wywalał.

Problemem jest też to, w jaki sposób został spisany. Rozumiem, że autor miał do ogarnięcia kupę materiału (66 stron!), ale w takiej sytuacji sposób przedstawienia informacji jest tym bardziej ważny. Tu dzielenie informacji na kawałki poszło za daleko i ciągle musimy skakać pomiędzy schematem scenariusza, sekcja z opisem lokacji, sekcja z opisem walk, sekcją ze statystykami. Wydaje mi się też, że w ogromie informacji część po prostu gdzieś się zawieruszyła.

Scenariusz bardzo dobry, dla takich kopalni pomysłów warto czytać Quentina. Po pewnym odchudzeniu mógłby być świetny.

I jeszcze na koniec to pierwszy scenariusz, w którym liczba kobiecych NPC-ów dorównuje, a nawet przewyższa liczbę facetów. Duże brawa, potrzebujemy reprezentacji w erpegach.

Zdjęcie: Arthur Rackham – domena publiczna