Dostałem przedpremierowo egzemplarz „Cornego Gronia”. Erpega dla jednej osoby rozwijanego przez Kubę Skurzyńskiego z fanpeja Bedzie Grane i grupę Nerd Sirens. Rzecz jest ewolucyjnie związana z MÖRK BORG czy też w zasadzie z Dark Fort, czyli jego singleplayerowym poprzednikiem. Ponieważ gra, kiedy ją recenzowałem była jeszcze w wersji beta, będę pisał raczej o moich odczuciach, niż konkretnych rozwiązaniach.
Wcielamy się w postać Jagny lub Jaśka szwendających się po fantastycznych Tatrach, gdzie szukamy sławy mołojeckiej i skarbów. Sercem gry jest eksploracja. Chodzimy po górach, odkrywając wciąż nowe lokalizacje. Po zwiedzeniu każdego węzła losujemy, ile dróg z niego wychodzi i decydujemy, która z nich wyruszamy. Na miejscu sprawdzamy co nas tam czeka. I ruszamy dalej. Poziomy dostajemy za odwiedzanie nowych miejsc, walkę z potworami i złoto.
Gra jest prosta, zasady walki, eksploracji i handlu są jasne i zazwyczaj bezproblemowe. Działają bez większych bugów i zapewniają płynność rozgrywki. Walki są szybkie i wygodne, a oprócz walnięcia wrogów ciupażką mamy też możliwość korzystania z prostego systemu magii, czy handlowania.
Gra jest klimatyczna. Settingiem (podkreślanym świetnymi linorytami!) gra trafia w sam środek tarczy. Góralszczyzna to motyw prawie że nie eksploatowany w erpegach, a w i naszej popkuluturze od czasów Janosika niewielu się z nią mierzyło. Naprawdę fajnie jest eksplorować turnie i hale, spotykać zbójników i górskie boginki. Wreszcie schodzić w doliny wypocząć w osadach czy zakraść się do dworku demonicznego jaśnie pana. Świeży i dobrze wykorzystany setting.
Gra jest mordercza. Moje pierwsze dwie postacie zginęły po przejściu zaledwie kilku lokalizacji i trafieniu na silniejszego przeciwnika. Działa tu jednak mechanizm stopy wstawionej w drzwi i jeżeli uda się przebić przez trudny początek to potem jest znacznie łatwiej. Co nie znaczy, że czeka nas powtarzalne grindowanie. Potwory potrafią zaskoczyć nawet pod koniec rozgrywki.
Gra jest szybka. Kiedy już w końcu przebiłem się przez początek, dolevelowanie do celu nie zajęło mi nawet godziny. Walki nie dłużą się (jak w Fighting Fantasy), a ograniczona pula lokacji i przeciwników nie ma kiedy się znudzić. Zasadniczo jest to dobrze zbalansowane.
W wersji beta główną bolączką gry pozostawał UX. Takie przygotowanie podręcznika, żeby rozgrywka toczyła się płynnie a szukanie zasad/tabel było łatwe i przyjemne. Tu było trochę do poprawy, ale liczę, że w finalnej wersji udało się to usprawnić.
„Corny Groń” to prosta gra z dużym potencjałem. Beta dała mi parę godzin fajnej zabawy i z ciekawością przeczytam finalną wersję.
Ilustracja: Ala Wiśniewska, grafika z gry.
Dodaj komentarz