Dawno nie było tutaj nic od Graj kolektyw. Tymczasem niestrudzenie wydają oni numery swojego zina #zagraj. Cześć i chałwa im za to. Co miesiąc trafia do nas nowy tematyczny numer. Grudniowy poświęcony jest (post) apokalipsie i jest w nim scenariusz do Neuroshimy autorstwa Adama „Śmiałka” Śmiałka.

Na usprawiedliwienie tego śmiałego manewru zaznaczmy, że chociaż autor piszę, że „dobrze się sprawdzi oryginalna mechanika Neuroshimy”, to sugeruje też rozgrywanie tego na Fate lub prostej autorskiej mechanice.

Scenariusz w swoim rdzeniu to prosta, do bólu liniowa pogoń za McGuffinem. Bohaterowie graczy należą do gangu, dostają polecenie zgarnięcia walizki. Okazuje się, że jest ona cenniejsza, niż ktokolwiek przypuszczał i wszyscy chcą ją zdobyć. Niestety gracze nie mają specjalnie możliwości rozgrywania stronnictw przeciw sobie. Na koniec następuje epicka strzelanina z molochem. W międzyczasie jeszcze, uwięzienie postaci i mnóstwo łamigłówek. Te ostatnia rzecz jasna rozwiązują gracze, a nie postacie (witajcie dumpstaty kochane). Ot taki neuroshimowy standard.

To, co jest w tej przygodzie epickie to ilość prepu i rekwizytów, które powinien przygotować mg. Do koszernego poprowadzenia tej przygody potrzebne są: Aktówka otwierana specjalnym kodem, książka na kartach, której mg zaszyfruje hasło, muzyka z efektami specjalnymi odpalonymi w konkretnych momentach, komputer i nośnik pamięci. Czeka nas jeszcze pièce de résistance, czyli specjalny program, który pobierzemy z githuba. Program zasadniczo pyta nas o hasło i wykrywa i wyświetla kilka klimatycznych komunikatów w finale przygody. Na marginesie Windows defender wykrywa go jako zawirusowanego. Idealna sesja na czasy pandemii.

Z jednej strony muszę podziwiać pomysłowość autora, który to wymyślił i zaangażowanie MG, który to wykona. Osobiście jednak uważam, że tę energię lepiej przeznaczać na coś innego niż zestaw dymu i luster, które służą do tego, żeby ukryć, że wszyscy z mg włącznie występują tu w mało interaktywnym firmie.

Kiedy zbliża się kres jakiejś gałęzi technologii, często ucieka ona w gigantomanie albo wąską specjalizację (patrz sterowce albo dinozaury :P). Mam wrażenie, że trochę tak jest z tym scenariuszem. Kończy się czas gier, w których gracze prowadzeni są przez MG po sznurku, zachwycani kolejnymi rekwizytami, i zachęcani do klimacenia bez większego wpływu na całą historię. W finalnej gigantomanii powstała „Wielka afera…”. Scenariusz, który niektórym się spodoba, ale ja raczej będę trzymał się od niego z daleka.

Ilustracja: lbrownstone – Pixabay