Dziś bierzemy na warsztat starter do Amalgamu. W tej chwili na wspieram.to trwa zbiórka na ten system i nie idzie jakimś szalonym tempem. Pomyślałem, więc że sprawdzę, czy powody są merytoryczne, czy może to kwestia innych czynników. Amalgam napisał i wydaje Jacek Urbańczyk „Jacenty”.
Gracze wcielają się w emisariuszy – wysłanników zakonu Amalgamu. Przemierzają świat, wykonując zlecone misje, próbują wyzbyć się piętna, które zostawili na nich bogowie i odzyskać częściowo utracone wspomnienia. Starter składa się z krótkiego opisu świata, wyjaśnienia podstawowych zasad, przygody startowej oraz potrzebnych do jej rozegrania gotowych postaci.
Świat, w którym gramy jest raczej nietypowy, zahaczający o antyk ze sporą ilością dziwności. Na szczęście wytłumaczony jest prosto i szybko. Widać też ciekawe próby streamlinowania go pod założenia gry (Światłostrada).
Starter jest ładny. Poprawnie złożony z bardzo dobrymi, klimatycznymi ilustracjami. Wybijają się zwłaszcza te tworzone przez Agnieszkę Trojanowska „Yadou”. Jest również napisany, w którego sposób serdecznie nie znoszę. Wszystko nazywa się tu inaczej niż w innych grach tak, jakby kreacja ciekawego i nietypowego świata z konieczności musiała się przelać też na metajęzyk gry. Nie mamy mistrza gry, ale kronikarza, asysta oznacza zarówno pomoc, jak i przeszkadzanie. Spróbujcie zgadnąć, czym są PD – nie to nie są punkty doświadczenia. To poziomy domeny, czyli to jak dobrzy jesteśmy w jakiejś rzeczy. Takie projektowanie UX-u działające dokładnie pod włos tego, co znają gracze, raczej nie skończy się dobrze.
O ile podstawy mechaniki są raczej proste (rzuć K6 poniżej swojej statystyki) to mamy tu całkiem sporo wzajemnie powiązanych ze sobą podmechanik. Z jednej strony muszę przyznać, że ładnie przekładają się na tworzoną przy stole fikcje i w optymistycznym wariancie będą fajnie napędzać akcje sesji. Mam jednak wątpliwość co do paru zasad. Np. Podszept, po który sięgamy, kiedy coś nam nie wyjdzie. Trochę przypomina forsowanie znane z YZE czy Zewu, z tą różnicą, że tutaj Idole (czyli te fakto mistrz gry mówiący w ich imieniu) podpowiadają, jaką inną metodą rozwiązać problem (dam ci ułatwienie w teście, jeżeli zamiast probować, walczyć ze strażnikiem, przekupisz go). Wygląda to trochę jak wbudowana mechanika torodrogowania perswazyjnego.
Olbrzymi plus za to wyjaśnienia zasad są ułożone w starterze. Układają się w logiczną całość, jedne wynikają z drugich, a wszystkie razem tworzą ciąg przyczynowo skutkowy. To zdecydowania ułatwia ogarnięcie duże ilości szczegółowych mechanizmów.
Nie wiem w jakim stopniu to kwestia startera, ale gra wydaje się mocno nastawiona na intensywne jednostrzały. Zasady ekspienia/ewolucji postaci są fajne i szybkie. Sporo rozwiązań mechanicznych sugeruje też ważna role PvP (jak np. mechanika asysty). Wreszcie każda misja emisariuszy kończy się Ważeniem Losów. Konflikt staje na ostrzu noża, każdy z BG musi się opowiedzieć po którejś ze stron. Następnie ten konflikt rozgrywany jest w ustrukturyzowany sposób i ustalani są zwycięzcy i przegrani. Na razie nie wyobrażam sobie grać na tym kampanii składającej się z wielu misji. Ciekawe czy pełna wersja gry coś zmieni w tym, czy też to tak miało być z założenia.
Nie do końca czuje mechanikę i rolę zagubionych wspomnień. W kluczowych momentach MG ogłasza, że jakaś postaci przypomina sobie, dramatyczne wspomnienie, które utraciła. Na razie nie specjalnie widzę wartość dodaną tego rozwiązania. Na razie głównie wymaga dodatkowego prepu MG i zmniejsza sprawczość graczy, pozbawiając ich kontroli nad ich własną postacią.
Jednym z pryncypiów projektowania gier jest „kill your darlings”. Autor Amalgamu zastosował ją tylko do połowy. Nie sposób odmówić mu braku wyobraźni i pomysłów. Widać, że próbował ubrać je w silne ramy pracy redakcyjnej, stoczono tu poważną walkę o przejście od łamacza serc o graniu dziwnymi mnichami do przemyślanego produktu. Pytanie, czy to starcie zakończyło się sukcesem?
Amalgam pozostaje wierny swojej nazwie. To szalony mix rozwiązań, stopionych w jedną grę. Warto mu się przyjrzeć. Chociaż nie nazwałbym tego nową jakością w polskich erpegach, to jest to z całą pewnością świeższe niż konkurencja. Nawet jeżeli niepozbawione błędów.
Dodaj komentarz