„Zagubiony Czarodziej” Marcina Kubiesy z Mistrz Baśni to rzecz z segmentu, o którym nie pisałem dotychczas. Dziś będzie o baśniogrze, czyli erpegu dla dzieci. Jednego dziecka w zasadzie.

Co to jest baśniogra? Też do niedawna tego nie wiedziałem, bo to zupełnie nowa rzecz. Gra paragrafowa dla dzieci z elementami RPG. Czyli chodzimy sobie między scenami jak w zwykłej paragrafówce, a dodatkowo miejscami trzeba testować umiejętności, żeby dowiedzieć się, jak idzie dalej historia. Możemy też rozwijać naszą postać, zdobywać sprzęt sojuszników itd.

W grze wcielamy się w początkującego bohatera. Na polecenie królowej poszukujemy zaginionego czarodzieja Xantara (h – jest prawdopodobnie tak bardzo niemę, że go wogóle nie widać). Historia nie jest może porywająco skomplikowana, ale wydaje się dobrze dopasowana dla kilkulatków. Gra jest rekomendowana od ośmiu lat, a pod nadzorem rodzica już dla trzylatków.

Mechanika opiera się o rzuty 3K6+ cecha + ewentualne modyfikatory. Wynik 11+ zazwyczaj oznacza sukces. Trochę dziwi użycie 3k6 zamiast klasycznego np. Dla PBTA 2k6, ale rozumiem, że takie rozwiązanie daje możliwość wprowadzenia większej ilości modyfikatorów (np. z ekwipunku) no i dzieciaki mają co liczyć :). Testy dają tu binarne wyniki tak/nie, systemie dla dorosłych bym to krytykował natomiast w paragrafówce dla dzieci brak „tak, ale” nie wydaje się aż takim problemem.

Prawie każda plansza gry jest zilustrowana przez Saturday Arts. Są to śliczne ilustracje, czytelne spójne i estetyczne. A przy tym unikające typowego dla niektórych książeczek dla dzieci infantylizmu połączonego z kiczowatością. Dodatkowo mogą dualclassować jako kolorowanki. Tam, gdzie ilustracji nie ma, jest za to jakieś zadanie, typu „Narysuj x, żeby przejść” co jest fajną odmianą od zwykłych zadań.

Teraz moment na małą dygresję: Projektowanie gier rpg dla jednego gracza (a dla dzieci zwłaszcza) musi być doskonałym ćwiczeniem w zasadzie fail forward. Przepchnięcie bohatera przez fabułę nie na siłę nie jest łatwym zadaniem, zwłaszcza jeżeli jeszcze ma wyciąga wartość edukacyjna z porażek. Specjalnie pochodziłem po najbardziej i wstecznych ścieżkach tej przygody próbując się zablokować i muszę przyznać, że to jest naprawdę fajnie rozwiązane.

Tak się składa, że nie mam pod ręką obiektu, na którym mógłbym testować „Zagubionego czarodzieja”, ale ja przechodząc go, bawiłem się całkiem nieźle. Być może brakuje mi kompetencji dziecięco-pedagogicznych, żeby zrobić jakąś wysublimowaną analizę „Zagubionego czarodzieja” i znaleźć tam niedociągnięcia. Podobało mi się po prostu.

Zbiórka na całą serię baśniogier startuje 14 października na wspieram.to.