Nic nie pisałem, bogdyż byłem na Euroconie w Uppsalli ;). W telegraficznym skrócie: wyjazd super udany. Niektóre punkty programu doskonałe – te o kulturze i literaturze. Niektóre swoim poziomem pukające w drugie dno od spodu (te o erpeżkach). Organizacja conu to fascynująca mieszanka totalnej amatorszczyzny (akredytacja) do wysokiego profesjonalizmu (pilnowanie czasu). Wszystko posypane nieskończoną wyrozumiałością uczestników. Średnia wieku dwa razy wyższa niż na polskich konwentach.
Kategoria: Felietony Strona 2 z 9
Tl;dr: To nie łołk lewica — to kapitalizm.
Na horyzoncie majaczy 5 edycja wilkołaka. Co więcej, zapowiedzi jednego z polskich wydawnictw są tak ambitne, że mamy szansę dostać polską wersję prawie równocześnie z oryginałem. Tym ambitnym zapowiedziom towarzyszą głosy niepokoju, że gra zostanie źle zaadaptowana — nie będzie taką, jaką pamiętamy z młodości, bo poprawność polityczna czy łokizm kazała zmienić autorom jakieś tam plemię, czy retconować kawałek historii.
Przemyśleń po sesji nie było bardzo dawno, ale ostatni weekend na CNP dostarczył mi dużo radości i chce się nią podzielić. Wszystko zaczęło się od tego, że dawno nie mieliśmy sesji w Warhammera. Stwierdziłem, więc że czemu nie, a że czasu na przygotowanie nie miałem dużo, zacząłem przeglądać gotowe scenariusze. Padło na „Ciężka noc w gospodzie pod trzema piórami” – nie znałem tego tekstu wcześniej i byłem naprawdę zaskoczony, jaki jest dobry.
Proszę, nie bierzcie tytułu tego tekstu dosłownie. Wyraża on sentyment, który dojrzewa we mnie od jakiegoś czasu. Nie będę tu nikogo przekonywał, że gra X jest zła i nie powinniście w nią grać. Chce się po prostu podzielić obserwacją.
Do naszego erpegowego fandomu doszła dyskusja o obrazach generowanych przez AI. Zaczęła Bohaterka Niezależna chwaląc decyzje Chaosium, Diabelskie wersety postawiły wybornego chochoła a Rebel z ogłasza konkurs na prompty do AI. Jako że spędzam życie na granicy RPG i grafiką to dorzucę swoje trzy grosze.
Kontynuujemy podróż przez Promienną Cytadelę. Tym razem zatrzymam się na dłużej i cały wpis poświęcę na „Shadow of the sun”. To na razie zdecydowanie najlepsza przygoda z tego tomu. Ma jednak rzecz, która niepomiernie mnie irytuje i dlatego posłuży za przyczynek do rozważań o epreżkach, zmianach klimatu i technikach protestu.
Dziękuje wszystkim, przez których wyjazd na Imladris – Krakowskie Weekendy z Fantastyką był tak niesamowitym doświadczeniem. Zagrałem świetną sesję, posłuchałem ciekawych prelek i nawet poszedłem siać ferment na radę i forum fandomu. Spotkałem dawno niewidzianych znajomych i poznałem nowe osoby. Nie będę nawet próbować wymieniać wszystkich spotkanych w krakowie miłych ludzi, było was tak dużo.
Zwłaszcza wielką radość sprawił mi dział programowy, który dał mi okazję pogadać o czymś innym niż erpeżki. Miałem prelekcję „25 fantastycznych książek, o których mogliście nie słyszeć, a które warto przeczytać”, chyba się udała, bo nikt nie uciekł w trakcie
. Wrzucam link do prezentacji, bo wiem, że parę osób o nią pytało.
To była doskonała impreza.
Obejrzycie sobie, jak w Russia Today prezentuje się pewien pisarz fantastyki (link wiadomo gdzie).
Jedną z pierwszych książek SF, którą przeczytałem był zbiór radzieckich opowiadań „Wynalazca wieczności”. Czuje przynależność do fandomu. I chociaż częściej działam w jego erpegowej części, to ta literacka też jest mi bardzo bliska.