Autor: Kurczak Strona 3 z 30

Harde Bestie

Harde bestie

Ogólnie

Lubię opowiadania. Jak pewnie spora część starszego pokolenia to właśnie od krótkich tekstów zacząłem przygodę z fantastyką. Dlatego z przyjemnością złapałem „Harde Bestie”, czyli kolejna antologie opowiadań hardej Hordy. To grupa literacka dziewczyn, które postanowił razem działać i wzajemnie się wspierać już parę lat temu, kiedy fantastyka była jeszcze mocniej zmaskulinizowana niż dziś.

Największą zaletą antologii jest różnorodność, możemy zobaczyć jak z do tego samego tematu, podchodzą różne autorki. Dostajemy trzynaście tekstów. W zasadzie poza klasycznym SF mamy tu wszystkie podgatunki fantastyki, z dużą przewagą urban fantasy. Trochę podejrzewam, że to kara za grzechy mojego pokolenia, które w młodości za dużo grało w świat mroku. Kto sieje wiatr, ten zbiera burze. To znaczy kolejna ksiażke, gdzie zamiast wampirów są (sprawdza notatki) niebożęta, strzyki, sukuby, furasy, ok jednak coś nowego.

Black Pages – szybkie przemyślenia o nietypowym urban fantasy

Black Pages to urban fantasy które dzieje się w Timbuktu, kiedy Al-kaida atakuje miasto. Obraca wokół niesamowitej historii palenia (i ocalenia) średniowiecznych manuskryptów tam przechowywanych. Nnedi Okorafor opowiada historię studenta, który przyjeżdża odwiedzić rodzinę, spotyka dżaini, wpada wir historycznych wydarzeń, oraz mierzy się ze swoją tożsamością.

Ostatnio przeczytałem trochę polskiego urban fantasy. Wszystkie były dość podobne, zbudowane jak odcinek archiwum x, tylko w settingu ze słowiańskich dekoracji,  którego tekst nie wykorzystywał w żaden interesujący sposób. To jest zupełnie inne, ten tekst czerpie bardzo mocno z aktualnych wydarzeń. Buduje narrację na realnych konfliktach i procesach.

Nie wszystko jest tu położone na talerzu. IMHO troszkę za dużo pozostawiono domysłom czytających. Miejscami to bardziej zbiór scen niż historia zbudowana na ciągu przyczynowo-skutkowym. Wygląda, jakby tekst zapowiadał większą powieść.

Tekst daleki od ideału, ale tak bardzo inny, że warto.

3 solarpunkowe książki, które warto przeczytać

Co to jest solarpunk?

Solarpunk to nurt aktywistyczno-popkulturowy. Jest on nawet jak na różne inne cośtampunki trudny do uchwycenia i zdefiniowania. Po wielu próbach ułożenia sobie w tego w głowie doszedłem do wniosku, że solarpunk można zobrazować przy pomocy rodzinnego ogródka działkowego, który jest zautomatyzowany dzięki wydrukowanym na drukarce 3d elementom i skomputeryzowany dzięki postawionemu na linuxie raspberry pi. Oczywiście zasilanego energią słoneczną.

Sny o kolapsarach, lewoskrętnej witaminie C, Houdinim i Lovecrafcie.

Czytam właśnie „The Dreams Our Stuff Is Made Of” Thomasa M. Discha. Ta książka, która notabene dostała Hugo w 1999, idzie mi jak po grudzie. Stąd ten materiał — może jak zrzucę z siebie nadmiar irytacji, będzie mi łatwiej.

To popularnonaukowe omówienie science-fiction jako szeroko pojmowanego zjawiska. O ile pierwotny koncept: „fantastyka to sny, które potem budują nasz świat” jest super i powinien bardzo ciekawie ustawić dyskusje, to niestety reszta dowozi bardzo różnie. Podstawowy problem jest taki, że obiecywana teza nie pojawia się w zasadzie nigdzie poza tytułem i wstępem.

Jednym z powodów, dla których czytam to raczej niespiesznie, jest fakt, że autor jest reakcyjnym pawianem. Rozdział o kobietach piszących SF (i w zasadzie ten o star treku też) nie mają w sobie ani krzty rozumu i godności człowieka i należy je omijać szerokim łukiem.

https://youtu.be/oIKdi3Ureq8

Noce na Islandii czyli Night Guest, Hildur Knútsdóttir

Bohaterka skarży się na permanentne niewyspanie i zmęczenie, ale wszystkie badania wychodzą dobrze. Jej bliscy lekceważą objawy, zbywając je: „a próbowałaś tego i owego”. Któregoś dnia Iðunn zasypia ze smartwatchem na ręku i rano orientuje się, że w nocy przeszła 40 000 kroków.

Będą spoilery.

Pożytek z mamutów i miliarderów czyli: Wściek, Magdalena Salik

W pierwszej scenie widzimy mamuta, wskrzeszonego i wydartego poprzednim milleniom dzięki technologii. Chwilę później ginie jeden z największych technologicznych magnatów tego świata, taki Zuckerberg ze spiłowanymi numerami seryjnymi. Chciałbym powiedzieć, że niczym u Hitchcocka potem napięcie rośnie, ale nie. Przez resztę książki mierzymy się głównie z konsekwencjami tych wydarzeń. „Wściek” to ambitne SF o przyszłości, która jest tuż za rogiem. W centrum jest trwająca katastrofa klimatyczna, ale to nie jest jedyny wątek.

Biały kruk – fantastyka socjologiczna, szybkie przemyślenie

Specjalny numer Białego Kruka dostałem na Coperniconie od rednacza. Bardzo dziękuję, robicie super robotę! Jak każdej fanowskiej inicjatywie mocno wam kibicuje. Ten numer poświęcony jest fantastyce socjologicznej i tu mam jedno przemyślenie (to nie jest recenzja).

Fantastyka socjologiczna teoretycznie skupia się nad alternatywnymi wizjami organizacji społeczeństwa. W naszym rodzimym wydaniu zazwyczaj było tak, że autor pisał o PRL i udawał, że ci obcy z to wcale nie jest PZPR/Rosjanie z doprawionymi czułkami i był bardzo zadowolony z siebie, jak mu się udało ominąć cenzurę. Cenzor na to patrzył, udawał, że nie widzi, że obcy to PZPR z doprawionymi czułkami i wszyscy byli zadowoleni.

Odkładając na bok  jakość opowiadań to wyjątkowo mało w nich społeczeństwa. Poza jednym tekstem spotlight jest bardzo mocno na osoby. Bohaterki zastanawiają się, co było nie tak z ich życiem (bo zostają ostatnią osobą na świecie), chodzą na terapie z wykorzystaniem kosmicznych technologii (super pomysł), naprawiają związki czy próbują ukryć swoja inność. To ludzie, ich uczucia i to jak je procesują, jest tu najważniejsze. I to jest bardzo ciekawe, ale gdzie tu fantastyka socjologiczna?

Może numer powinien nazywać się fantastyka psychologiczna? Plwajmy na tradycje i róbmy nową fajną fantastykę!

Gra o sumie niezerowej

Gra o sumie niezerowej

Michał cholewa

Jak oceniać książkę, która jest zwieńczeniem 7 tomowego cyklu? Jako osobną całość, czy przez pryzmat pozostałych tysięcy stron, które nas tutaj doprowadziły. Tutaj jest to o tyle łatwe, że „gra…” jest bardzo dobrym reprezentantem cyklu. Cierpi na wszystkie jego bolączki i podziela wszystkie jego zalety. Jak wcześniej chwaliłem za dobrze napisane piu, piu z laserka, tak teraz jest jeszcze lepsze. Ganiłem cykl za schematyczność – finałowy tom również od tego schematu nie ucieka. W poprzednim materiale dzieliłem się przemyśleniami o cyklu jako całości i zachęcam do rzucenia okiem na niego.

Uwaga, będą spoilery – w tym te najważniejsze dotyczące finału.

https://youtu.be/r4xtVTT4i8c

8 rzeczy o 7 tomach algorytmu wojny

O czym to jest

„Algorytm wojny” to 7 tomów i 3538 stron militarnej science fiction. Ludzkość sięgnęła gwiazd, podróżuje szybciej niż światło, terraformuje planety. Jednak chwile przed rozpoczęciem akcji nastąpił Dzień – moment, w którym wszystkie AI się zbuntowały. Zostały pokonane w morderczej wojnie, która pochłonęła 90% ludzkości. Teraz jej resztki i podzielone na 3 bloki (USA, Unia Europejska, Chiny) walczą ze sobą o zasoby i odzyskanie kontroli nad utraconymi koloniami. Głównym bohaterem jest Marcin Wierzbowski, który zaczyna od zwykłego szeregowego, rychło jednak zostaje rzucony w samo serce epickiej wojny o najwyższe stawki.

Dwie i pół duszy. Folk noir – recenzja. Zew Zajdla #5

Dwie i pół duszy to ciężka, mroczna historia o inności w świecie zapadłej polskiej wsi lat 90. Centralną postacią jest Kusy. Człowiek, który ma dwie dusze i sporo problemów z tego powodu. Próbuje jakoś sobie z tym radzić, co nawet udaje mu się do pewnego czasu. Śledzimy jego historię od lat 60, a narracja podąża za różnymi związanymi z nim postaciami. Bohaterkami poszczególnych części są np. wiedźma mieszkająca pod ruskim poligonem, cyganka terminująca w aptece, ksiądz, czy Up – dziecko-homunculus stworzone z potrzeby macierzyństwa. Te historie splatają się i przecinają się w dusznej atmosferze rodzinnego piekiełka polski C, a wszystko to posypane jest odrobiną magii, niesamowitości i folkloru.

Strona 3 z 30

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén